czwartek, 9 lipca 2015

Iselle i poszukiwania sukni ślubnej

Ostatnio cicho na blogu. Pewnie jeszcze przez jakiś czas tak będzie. Pomyślałam, że wrzucę dziś jeden z wcześniej rozpoczętych tematów. Część z Was wie, że planowałam ślub. Już po ślubie :) To jeden z powodów, który spowolnił przygotowywanie nowych wpisów. W planach mam opisanie niektórych ślubnych kwestii. Dziś będzie o sukniach ślubnych. Zapraszam.

Krótkie sukienki ślubne. Brałam je pod uwagę ze względu na wygodę noszenia i możliwość ponownego ich wykorzystania. Tak jak sądziłam długość do pół łydki okazała się nie dla mnie (jestem niska). W grę wchodziły jedynie długości w okolicy kolan. Jednak w salonach ślubnych nie ma za dużo krótkich sukienek, a jak są to strasznie skromne. A sukienka ślubna powinna wskazywać, że jest ślubna, że nosi ją panna młoda, a nie jakaś zaproszona kobieta. Na skromnych ślubach się obroni. Na moim niestety mogłaby się nie obronić.


Zanim zabrałam się za poszukiwanie idealnej dla mnie sukni ślubnej przeczytałam mnóstwo artykułów, blogów, stron, forów ślubnych. Obejrzałam mnóstwo zdjęć sukienek w internecie i zastanawiałam się, w której dobrze bym wyglądała. Ani przez chwilę nie przyszło mi do głowy, by cokolwiek zamawiać przez internet. O nie. Jestem za wybredna w wielu sprawach. Najpierw muszę coś zobaczyć na żywo, przymierzyć i dopiero ocenić. A może uszyć suknię u krawcowej według własnego projektu? Słyszałam dużo takich pytań. Co prawda mam pojęcie w czym mogłoby mi być dobrze, ale to tak jak zakup w ciemno - nie wiem jak będę wyglądała w sukni, którą zamówię w ciemno do szycia. Musi być idealna, koniec kropka. Żadnego kota w worku, no chyba że byłby to prawdziwy kot. Takiego przyjmę z przyjemnością ^^

Sukienki z firmy Agnes. Nie pamiętam którą, ale jedną z nich mierzyłam na samym początku. Wyglądałam w niej ... kilka lat młodziej.


Stwierdziłam, że nie ma co za szybko brać się za mierzenie sukienek. Mam przecież czas. Chciałam także zaliczyć wcześniej targi ślubne. Jednak ostatecznie okazało się że 4-5 miesięcy do ślubu to taka granica na styk jeśli chodzi o suknię ślubną. Uszycie sukni za granicą i jej sprowadzenie to 3-4 miesiące. Trzeba doliczyć jeszcze czas na ewentualne poprawki. A czasem problem jest z tkaniną - zamawiają ją z półrocznym wyprzedzeniem. [Do niezorientowanych w temacie: jeśli kupujecie suknię w salonie, to zawsze szyją dla Panny Młodej taką samą, nową suknię, już odpowiednio dopasowaną. Wyjątek stanowi kupowanie sukni z wystawy, która służyła już wcześniej tylko do mierzenia lub używanej.]

Już wcześniej miałam nieco przydatnych wskazówek od koleżanki po ślubie. Ona odwiedziła 16 salonów ślubnych. Pomyślałam, że to wcale nie tak dużo. Pewnie sama odwiedzę podobną ilość. Zaczęłam od przejrzenia ulotek z targów ślubnych i wypisania adresów, telefonów salonów w Poznaniu - to tam chciałam nabyć suknię. Spędziłam trochę czasu w internecie sprawdzając kolejne salony. Wypisałam ich kilkanaście. To nie były wszystkie. Od razu zastanawiałam się, które salony odwiedzić pod rząd (bo czasem były jeden obok drugiego), do których nie zaglądać (gdy znajdowały się daleko od centrum). Do wielu salonów wymagana była wcześniejsza rezerwacja, do większości jednak nie. Przeczytałam opinie o salonach, zarezerwowałam ze trzy terminy, a do reszty zamierzałam udać się w ciemno bez umawiania. Ułożyłam sobie plan ich odwiedzania.

Tego typu suknie interesowały mnie najbardziej, jeszcze przed rozpoczęciem mierzenia. Miały być dziewczęce i skromne, ale nie do przesady. Liczyła się równowaga sylwetki i zdobień. Unikałam satyny i organzy. Ramiączka były obowiązkowe - bałam się, że suknia nie utrzyma się na biuście. Zależało mi również na podkreśleniu talii.


Nie zamierzałam sama wybierać sukni. W takim ważnym i kosztownym wyborze musiałam mieć doradcę - moją mamę. Koleżankom nie do końca się jednak ufa, paniom z salonu jeszcze mniej, a mama jednak skrytykuje co jest nie tak. Po każdym wyjściu z salonu i powrocie do domu dokładnie omawiałyśmy salony i przymierzone suknie.


Najwięcej czasu spędziłam w pierwszym salonie - przymierzyłam kilka różnych fasonów sukienek, aby znaleźć idealny dla mojej figury. Okazało się, że najlepsze są princeski i literki A. Syrenki też pięknie leżały na mnie, bardzo seksownie, ale też postarzały mnie o dobre 10 lat. A chciałam wyglądać świeżo i dziewczęco. Sukienki krótkie również mnie interesowały (wyglądałam w nich jak dziewczyneczka ^^), ale po przymierzeniu pierwszej długiej sukni uznałam, że długa to jednak długa. Raz w życiu się taką ubiera.

Suknie z Agnes - to pierwszy salon, który odwiedziłam. Druga suknia była jedną z faworytek. Miała przepiękny dekolt. Naprawdę. Niestety była dziwnie wypchana w biuście, źle to leżało i wyglądało z bliska. Dodatkowo miała dużo organzy, ramiączka dziwnie odstawały i była bardzo ciężka. Jak zresztą wszystkie suknie tej firmy.


Pierwsza suknia bez ramiączek jaką przymierzyłam. Uwierzyłam wtedy, że dobrze związana suknia nie zjeżdża z biustu. Wtedy jednak nie byłam jeszcze przekonana do odkrytych ramion. Dziwnie się z tym czułam. Druga suknia przypomina nieco inną, która bardzo mi się podobała, jednak przegrała z powodu widocznej bielizny na biodrach. Umieściłabym więcej zdjęć faworytek, ale jest problem z dostępnością ich zdjęć. Dostawałam w każdym salonie dokładne numery i nazwy sukienek, ale po zajrzeniu do internetu nie mogłam ich znaleźć. Trafiłam gdzieś na forum na informację, że czasem niektórych sukni nie umieszcza się w oficjalnych katalogach bo ... przypominają za bardzo suknie innych firm. Ile w tym prawdy to nie wiem, jednak brak możliwości obejrzenia sukni ponownie w internecie skutecznie mnie zniechęcał do zakupu. Po prostu zapominałam jak wyglądała suknia.


Potem nastąpił długi proces wybierania faworytek z konkretnych salonów. A wybór był ogromny. W każdym salonie były inne marki sukien, inne tkaniny, konstrukcje, fasony. Rozpiętość cenowa też była różna - od 1900 do ponad 5000. Ale cena interesowała mnie w dalszej fazie. Wracając do sukienek. Co odrzuciłam? Ciężkie suknie. Suknie delikatne, ale z widocznymi przez nie szwami od bielizny. Suknie, gdzie termin realizacji to 4,5 miesiąca (na styk dla mnie). Suknie, które były za duże na przymiarkach i ciężko było ocenić ich ostateczny wygląd i wygodę użytkowania. Suknie z bardzo wyciętymi plecami (wszyscy się nad tym zachwycali - ja nie - bałam się, że uciekną mi z cycków). Suknie tandetne w wykonaniu, tkaninie. Suknie, gdzie sprzedawczyni mogłaby być milsza.

To takie główne powody. Starałam się szukać sukni, która nie byłaby przesadzona w zdobieniach, ale też nie za prosta. Musiała być jakaś harmonia. Wybór wszelkich dodatków uzależniałam od wyboru sukni ślubnej - to co będzie do niej pasowało. Halki - panie czasem na nie narzekają, ale moim zdaniem bardzo ułatwiają użytkowanie sukni, tkanina nie plącze się między nogami. Jest ich wiele typów i są najlżejszym elementem sukni.


Chodzenie po salonach zajęło mi całe dwa dni. Byłyśmy z mamą wykończone. Na trzecie podejście pojechałyśmy z tatą. Weszliśmy tylko do paru salonów obok siebie. Miał ocenić główną faworytkę w porównaniu do innych sukienek. 

Jaką suknię w końcu wybrałam? Jest to totalne przeciwieństwo moich pierwszych zamysłów ;) Gdy będę posiadała odpowiednie zdjęcia, to ją pokażę ;)


Nie jestem w stanie podać dokładnych źródeł zdjęć umieszczonych w poście, bo znalazłam je dość dawno i służyły mi za inspirację w przygotowaniach ślubnych.

2 komentarze:

  1. Jak dla mnie ostania suknia jest piękna i czekam na fotki twojej sukni :)
    I życzę powodzenia na nowej drodze życie !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :)

      Powyższe suknie nie równają się tym, które oglądałam na żywo w salonach :) Widziałam i mierzyłam naprawdę zachwycające suknie ^^ Nie zawsze są na manekinach, czasem musiałam trochę poprzebierać na wieszakach. Większość sukien jednak nie była w moim guście z powodu różnych, czasem błahych drobiazgów ;)

      Czekam na zdjęcia od fotografa. Chwilowo mam tylko trochę zdjęć od jednego z gości.

      Usuń

Dziękuję za poświęcony mi czas i komentarze.
Pozdrawiam Iselle ;)