sobota, 21 lutego 2015

Projektowanie mody: niewygodne pytania do projektantów

Czasem zastanawiam się czy ludzie robią sobie w ten sposób żarty czy naprawdę nie myślą. Opiszę sytuacje, które mnie nie dotyczą akurat, ale wiem z wielu źródeł, że się zdarzają. Mam nadzieję, że Was nie wystraszę i nadal będziecie zadawać trudne pytania :) Staram się dzielić swoją wiedzą z Wami, ale są pewne przypadki, które warto poruszyć.

Wyobraźcie sobie sytuację. Jest młody projektant ze swoją marką. Rozkręca ją i zdobywa pewną popularność i grono klientów. W pewnym momencie dostaje wiadomość od osoby, której nie zna. Ta osoba zadaje bardzo dużo pytań. Niewygodnych pytań.

Czy to Twoja marka? Jak ją zbudowałeś? Pracowałeś dla kogoś znanego? Masz kontakty? Jak zdobyłeś te kontakty? Czy możesz mi podać namiary na Twoje hurtownie? Ile jest odpadów materiałowych? Ile kasy trzeba mieć na początek? Jakie masz zyski? Nie mam doświadczenia, ale chcę tworzyć odzież - podziwiam Cię, będziesz moim mentorem? Samemu szyjesz ubrania czy w szwalni? Co może mnie zaskoczyć, co Ciebie zaskoczyło? Opowiedz mi swoją historię, daj rady, wskazówki, a najlepiej całą instrukcję jak rozkręcić biznes i osiągnąć sukces, itd.

O ile niektóre pytania nie są bardzo dziwne w przypadku wywiadów i zadawane pojedynczo, to w przypadku wielu takich pytań od osoby nieznajomej, zapala się lampka ostrzegawcza. Każdy kto prowadzi swoją firmę, będzie raczej strzegł swoich tajemnic, a nie wyjawiał je potencjalnej konkurencji. A zresztą po co ma o tym mówić komuś kogo nawet nie zna? Powiecie, że to się nie zdarza. A zdarza się niestety, że niektórzy chcą wykorzystać wiedzę innych osób. A te osoby poświęciły dużo czasu, siły na zdobycie tej wiedzy i doświadczenia.

Oczywiście nie mam na myśli przypadków jak szkolenia, praktyki itd. Chodzi mi o przypadki, w których ludzie chcą iść na łatwiznę cudzym kosztem. Dziwi mnie też fakt, że często bez skrępowania zadają takie pytania projektantom i to nie na jakimś forum, a wysyłają wiadomości prywatne do nich. Albo to głupota albo jakiś żart...

Jak już wspomniałam mnie taka sytuacja nie dotyczyła, nie wiem czy będzie mnie dotyczyć. Mam nadzieję, że Was nie wystraszyłam. Zadawajcie mi pytania bez skrępowania, ten blog ma pomagać, informować. Ale proszę nie wymagajcie od ludzi, że podadzą Wam od tak całą instrukcję, przepis jak osiągnąć sukces. Nie ma czegoś takiego i każdy przypadek jest indywidualny.

3 komentarze:

  1. ooo rety właśnie to mam już za sobą, trudno mi o tym pisać ale wiem że, ludzie tacy są i podli. Doświadczyłam tego pomogłam komuś a ktoś wykorzystał wizerunek mojej firmy i okradł mnie z fotografii. A myślałam, że ta osoba jest ok nie spodziewałam się, że tak zrobi :( Długa historia i to co robię nie spodziewałam się, że mam wrogów. W tym momencie nie mam siły aby walczyć, nie wiem jak się podnieść po tym wszystkim, ale wiem że nauczyło mnie to ostrożności i nie dać się tak wykorzystać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc jednak widzę, że takie sytuacje są jeszcze częstsze :( Przykre, że się to zdarza, ale ciężko coś poradzić. Jedyne co można zrobić to zabezpieczać się na zapas na rozmaite sposoby i nikomu nie ufać.

      Przykład z mojego życia, który zaraz podam jest daleki od tych bardzo negatywnych sytuacji, ale miałam już małą próbkę i chyba zacznę zabezpieczać się papierkiem. A chodziło o modelkę. Historia odchodzi od tematu wpisu, ale czułam, że dobrze to opisać. Może kiedyś to rozbuduję.

      Wiele miesięcy temu wykonałam sesję zdjęciową z koleżanką. Sama się zgłosiła, gdy poszukiwałam chętnej modelki. Zdjęcia miały być normalne - nieco artystyczna sesja w uszytej kurtce. Od początku zaznaczałam, że zdjęcia trafią na planszę do pracowni ubioru oraz na mojego bloga czy fb. Dziewczyna już wcześniej ze mną współpracowała przy pokazie mody na dyplom, więc wiedziała czego się spodziewać. Ustaliłyśmy, że dostanie wszystkie zdjęcia i będzie mogła je także używać, a zanim ja cokolwiek opublikuję to prześlę jej do akceptacji. Jedynie ona i ja miałyśmy wzajemnie podpisywać zdjęcia nazwiskami modelki i projektantki.

      Parę miesięcy później zamierzałam wstawić zdjęcia na bloga. Skontaktowałam się z dziewczyną, obrobiłam zdjęcia, wysłałam jej wszystko do wglądu - poświęciłam na to dużo czasu. Nie odpisywała przez ponad miesiąc.Ok. Wakacje. Gdy odpisała powiedziała, że zdjęcia jej się już nie podobają i dba teraz o swoją anonimowość, więc nie chce swoich zdjęć i nazwiska w internecie (a wcześniej myślała o zajęciu związanym z modelingiem i pozowaniem - chciała zdobyć doświadczenie, więc sesje były na jej korzyść). Zdębiałam. Poświęciłam czas na sesję. Nie miałam możliwości powtórzenia jej w identycznym stylu. I nie miałam ochoty. Byłam wściekła, zawiedziona,a tym bardziej, że napisała mi to po wielu miesiącach a nie od razu. Powodu innego nie podała, ten wyżej mnie nie przekonuje, mogła chociaż być bardziej szczera i napisać wprost o co chodzi.

      No i mam postanowienie: będę spisywała choćby głupi papierek z potencjalnymi modelkami, aby czuły wagę swoich zobowiązań i dwa razy pomyślały. Przy okazji będę choć w minimalnym stopniu zabezpieczona.

      Usuń
  2. To rzeczywiście sytuacja poważna :( też bym się wkurzyła i również będę wszystko spisywać na umowie oraz taką umowę, że dana osoba wyraża zgodę na udostępnienie swojego wizerunku pod publikę. Teraz już wiem że, umową podpisać trzeba z modelkami, fotografem oczywiście warto spisać umowę kto ma pełne prawa autorskie, większość ludzi nie wie co to znaczy prawa autorskie a to nad gminie używają :/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony mi czas i komentarze.
Pozdrawiam Iselle ;)