sobota, 13 grudnia 2014

Uczelnia artystyczna: Prawo autorskie

Więcej prawa, kodeksów i przepisów. Myślę, że więcej takich zajęć na wszystkich kierunkach studiów ułatwiłoby życie młodym ludziom. Wiem, że to nudne, szczególnie dla artystów, ale jednak bardzo przydatne w życiu codziennym. Na pewno trudniej było by nas oszukać i nie musielibyśmy za każdym razem radzić się prawnika. Nie trzeba znać wszystkich kodeksów na pamięć, ale jeśli nauczymy się je czytać i interpretować to z pewnością przeciętnej osobie wystarczy.

Przepisy z Prawa autorskiego wykładał mojej grupie znany prawnik specjalizujący się w tej dziedzinie związany z ZAiKSem, teraz już nie wykłada na mojej uczelni. Wspominam te zajęcia bardzo miło. Najpierw dostaliśmy wskazówki, gdzie w internecie znaleźć interesujące nas przepisy i oczywiście na kolejne zajęcia musieliśmy się w nie zaopatrzyć. Ja wydrukowałam aktualną ustawę z internetu, bo znalezienie wersji książkowej na szybko nie było takie proste. Dodatkowo zeszyt, długopis i można było słuchać.

Najpierw oczywiście było wprowadzenie, wtajemniczono nas w podstawowe pojęcia, które ułatwiały zrozumienie przepisów. Po kolei analizowaliśmy wybrane punkty ustawy, dodatkowo słuchając autentycznych i wymyślonych przykładów. Były to naprawdę świetne historie przedstawiające konkretne przypadki. Było też trochę humoru :) Pan prawnik naprawdę znał się na rzeczy i potrafił w ciekawy sposób je nam przedstawić. Zaliczenie przedmiotu polegało wypełnieniu prostego testu. Choć lista obecności też była prowadzona, to każdy dostawał zaliczenie na 3, a lepsze oceny zależały od testu. Ewentualnie niektóre osoby były dopytywane. Większość grupy skończyła z 5 i 4.

Warto zaznaczyć, że nie wszyscy prawnicy i sędziowie (!) doskonale znają się na prawie autorskim. Jeśli macie potrzebę skorzystania z porad prawnika w sprawach artystycznych, to wybierzcie takiego, który ma w tej kwestii jakieś doświadczenie. Jak wielka niewiedza panuje w tej dziedzinie miałam okazję się nie raz przekonać, gdy Facebook zmieniał swój regulamin. Na tablicach znajomych pojawiały się "łańcuszki", bzdurne deklaracje mające niby na celu ochronę użytkowników serwisu. Sprawdzenie sensu takiego tekstu to była chwila, wystarczyło wpisać parę haseł w wyszukiwarkę, choć już bez tego wyglądało to podejrzanie. Ku mojemu zdumieniu nawet osoby obeznane w kodeksach i przepisach bezmyślnie "wrzucały" te teksty na swoje tablice.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za poświęcony mi czas i komentarze.
Pozdrawiam Iselle ;)