sobota, 8 listopada 2014

Uczelnia artystyczna: Rzeźba

Często otrzymuję pytania o zajęcia i wykłady na uczelni artystycznej. Postanowiłam przybliżyć Wam niektóre z nich. Pamiętajcie jednak, że tematy zadań, ilość prac i inne wymagania zależą od osoby prowadzącej daną pracownię, od profesora, wykładowcy czy asystenta. 

Pracownię rzeźby poznałam na drugim roku studiów. Mieściła się ona na parterze w dwóch pomieszczeniach. W jednym był spory stół, drugie pomieszczenie służyło za "gabinet", ale także pracownię i magazyn dla niektórych prac. Jak można się spodziewać w pracowni rzeźby jest niewiele teorii, więcej jest działania w przestrzeni. Bo rzeźba to obiekt trójwymiarowy. Ale po kolei.


Pierwszy semestr poświęciłam na ... szkice. Szkice rysunkowe i szkice rzeźbiarskie w papierze, tekturze czy plastelinie. Dostałam listę zagadnień do wykonania. Pamiętam, że wycinałam w kawałku zgiętej tektury okienka, wyginałam paseczki i doklejałam kolejne. Zaopatrzyłam się w kilogram szarej plasteliny (można dostać w sklepie dla plastyków) i ulepiłam z niej bryłę ze skosami, otworami itd. Można powiedzieć, że robiłam pierdoły. Owszem. Ale to był wstęp do zadań w kolejnym semestrze.


Plastelinowa bryła była szkicem do bryły (powstały dwie) z wosku. Z arkuszy wosku nożykiem wycinałam odpowiednie fragmenty i łączyłam za pomocą lutownicy lub nożyka rozgrzanego na płycie elektrycznej. Wosk pod wpływem ciepła ładnie się topił. I teraz spytacie po co to wszystko. A właśnie. Bryły z wosku miały posłużyć do stworzenia metalowego odlewu. Koniec końców ja swojego odlewu nie wykonałam, bo chorowałam w tamtym czasie, ale wcale nie pogorszyło mi to oceny. Nawet się cieszę, że nie wykonałam tego do końca, bo bryły nie były jakaś nadzwyczajne. Ale za to świetnie mi szło w innych realizacjach.

Na liście tematów było stworzenie zwierzęcia. Piszę w przybliżeniu, bo tematy miały dłuższe opisy. Zdecydowałam się na ośmiornicę. Nie wiem dlaczego. Tak jakoś wymyśliłam. Wykonałam model z plasteliny, ale właściwa realizacja wyglądała zupełnie inaczej. Ośmiorniczkę i jej rodzinę przedstawiłam już na blogu, poniżej linki do nich. Wykonałam aż trzy, bo pomysł bardzo spodobał się mojej profesorce.


Autoportret był kolejny na liście zadań. Pracowałam nad nim oba semestry. Stwierdziłam, że chcę wypróbować glinę. W pracowni mieliśmy pojemnik z wilgotną gliną, jedynie musieliśmy ją oczyścić z kamieni. Wykonałam główkę z tzw. "pierogiem" - tak to określiła jedna z koleżanek. Tak naprawdę kiepska ze mnie była rzeźbiarka, bo większość twarzy wykonała pani profesor (poprawiła po mnie). Ale myślę, że gdybym poświęciła na glinę więcej miesięcy to byłoby to do stopniowego opanowania. Jak już pisałam ośmiorniczki spodobały się pani profesor, i zasugerowała mi, aby tą główkę dostosować do nich (to znaczy obkleić filcem i dodać cynowy element). Nie śpieszyłam się z tą realizacją, siedziałam w pracowni po godzinach w luźniejsze dni, ale podobało mi się to zajęcie. Niżej link do tej realizacji.


Warto zaznaczyć, że mimo takich samych tematów, każdy wykonywał pracę po swojemu, swoimi metodami. Realizacje często odbiegały od głównego tematu, ale nie było z tym problemu. Każdy działał indywidualnie w porozumieniu z panią profesor. Jedni bawili się gipsem, inni gliną, metalem, tkaniną itd. Pełna dowolność i bardzo różnorodne prace. Moim zdaniem to zaleta, bo robiliśmy to w czym czuliśmy się lepiej i próbowaliśmy różnych tworzyw. Mogliśmy pracować w domu lub w pracowni, także po godzinach. Indywidualne konsultacje i indywidualne podejście do każdej realizacji to zalety studiów artystycznych.


Do pracowni rzeźby uczęszczałam dwa semestry. Pierwszy semestr wspominam gorzej, bo był trochę nudniejszy i nie dał takich efektów jak drugi, no ale był pewnym wstępem do poważniejszych realizacji. Chciałam zamieścić dokładny spis tematów, ale niestety nie udało mi się ich znaleźć.

1 komentarz:

  1. Temat o sztuce jako rzeźby jest mi obcy, nie poświęcam zbyt dużo uwagi na rzeźby.
    Ale w Holandii jest bardzo popularne wykonywanie rzeźb. taka ciekawostka z Holandii, moja koleżanka miała kiedyś depresje, lekarz zapisał ją na zajęcia artystyczne i tam wykonywała ćwiczenia typu zajęcia z ceramiki, wykonywanie rzeźby czy wazony z gliny. Po pół roku chodzenia na taką terapię wyszła z dołka. Nie brała leków aby wyleczyć depresje. pomogły jej zajęcia artystyczne :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony mi czas i komentarze.
Pozdrawiam Iselle ;)