wtorek, 18 listopada 2014

Malarstwo nieidealne, czyli "dzieła" początkującego

Kolejna odsłona moich niepublikowanych prac. Tych "gorszych" prac. Jak już wspominałam, robię to w celach poglądowych i edukacyjnych; wcześniej tego nie zamierzałam. Tak wyglądały moje prace w pierwszym roku przygody z malarstwem. Są to prace ze środka, nie pierwsze i nie ostatnie w tamtym okresie.


Pierwsza praca: kartony. Nie mogłam na nie przez pewien czas patrzeć. Moje kolejne prace też były z kartonami. Co z tą pracą jest nie tak? To białe kółko to żarówka. Też bym nie zgadła. Z przodu są dwa kawałki szyby, tak wiem niepodobne. To szare to taka piankowa rura, ścięta po skosie. Jedyne co wyniosłam po malowaniu tej kompozycji do poznanie dużej ilości odcieni brązów, musiałam też zakupić więcej farb do mieszania.


Następna jest martwa w soczystych zieleniach. Namalowałam jeszcze taką drugą, ale znacznie gorszą. Kosz wiklinowy wygląda jak kosz tylko po kształcie. Wszelkie takie fakturki potrafią dać w kość przy malowaniu. To małe to koszyczek. Pudełko jest trochę za okrągłe, ale perspektywa i bryły nigdy nie były moją mocną stroną. Nadal nie są. Zwykle je wykrzywiam. Nawet po sześciu latach malowania.


I trzecia praca. Najtragiczniejsza moim zdaniem. Zastanawiam się jak ja mogłam namalować coś tak strasznego. W zasadzie nie mieszałam tutaj odcieni. Pamiętam jednak, że trochę się męczyłam nad tą blachą. Czajnik nawet ujdzie jak na początek.


Artysta-malarz nie od razu jest artystą. Zwykle to kwestia wieloletnich ćwiczeń, prób i błędów. Artysta uczy się tak naprawdę całe życie. Jeśli więc Wasze pierwsze prace będą wyglądały jak te powyższe (lub znacznie gorzej) w ogóle się tym nie przejmujcie. Malujcie dalej :)

10 komentarzy:

  1. Dokładnie, masz rację praktyka czyni mistrza. Warto trenować i ćwiczyć rękę.
    Ja zaniedbałam malarstwo ale tylko dlatego, że moją największą pasją jest szycie.
    Zastanawia mnie gdzie ty trzymasz te wszystkie obrazy, zostawiasz większość swoich praca w uczelni ? Czy ozdabiasz też obrazami mieszkanie ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele prac z pierwszego roku (i innych lat) wylądowała jednak w koszu (to znaczy poszły na rozpałkę). Miałam dwa-trzy podejścia i stopniowo wywalałam je. Większość z nich leżała u mnie i leżała, nie wiedziałam co z nimi począć, bo i tak nikomu ich nie pokazywałam. A tylko się kurzyły. Oczywiście resztę prac nadal trzymam i pewnie nie zdecyduję się ich wywalić. Na uczelni nie zostawiałam ich, chyba, że jakieś zaginęły. W domu wisi kilka moich prac, ale mniejszych i nie są to prace akademickie, czyli martwe natury.

      A jak je przechowuję? Gorsze prace zwijałam w duże rulony. Już teraz ich nie mam. Lepsze prace lądują w kartonowych teczkach formatu 100x70. Mam ze trzy-cztery takie teczki. Jeśli stoją w miejscu to się nie rozwalają, ale to przewożenia wielu prac się nie nadają. Kiedyś starczała mi tylko jedna czarna teczka, taka do przewożenia prac ;)

      Poza tym zwykle wkładałam prace pomiędzy dwa sztywne podkłady introligatorskie. Stały tak oparte o ścianę za łóżkiem lub w jakimś kącie przy szafie.

      W tym momencie większość prac magazynuję w teczkach na działce. Kilka sztuk nadal leży w domu, w kartonowej teczce za łóżkiem ;) Gdy będzie po dyplomie spakuję je i również wywiozę ^^ I naprawdę nie zajmują tak dużo miejsca, co innego gdybym malowała na płótnach ;)

      Usuń
    2. A to teraz rozumiem. Myślałam, że malujesz cały czas na płótnie czyli wszystkie obrazy malujesz na brystolu. Ja posiadam cztery obrazy na płótnie i wiszą u mnie w domu a pozostałe mam wykonane na brystolu i również trzymam w teczce. Czasami zwijam i chowam do tuby. Tak to prawda nie zajmują tak dużo miejsca :)
      Ja również wiele prac wyrzuciłam, dwa obrazy na płótnie rozdałam a jedno zniszczyłam.
      W przyszłości planuję wykonać więcej obrazów ale na płótnie, jak już będę miała wymarzony dom na wsi :)

      Usuń
    3. Zwykle jest to właśnie brystol lub sztywny karton ;) Przy regularnym malowaniu wychodziły taniej. Na płótnie maluję głównie na prezenty ;) Lepiej wtedy wyglądają i nie trzeba ich specjalnie oprawiać jak papieru. Kiedyś chcę się bardziej przerzucić na płótna.

      Usuń
    4. Jeszcze mam jedno pytanko w sprawi malarstwa ? Kiedyś w prezencie dostałam takie szpachelki (chyba tak się nazywa lub inaczej w malarstwie) i tą szpachelką nakłada się farbę na płótno. Jeszcze tego nie robiłam, widziałam jak kiedyś wykonałaś filmik na you tubie, jak nakładasz farbę. Czy ten nakładanie farby ma jakieś znaczenie w malarstwie i wypływa bardziej efektownie na obraz ? Zastanawiałam się, czy powinnam nakładać farbę tą szpachelką.

      Usuń
    5. Szpachelką można spokojnie namalować cały obraz :) Szczegóły nie będą tak dokładne jak wykonane pędzlem chyba, że użyjesz malutkiej, wąskiej szpachelki. Powierzchnia obrazu, faktura, nie będzie gładka, a chropowata (jak zaschnie to taką chropowatą powierzchnię niełatwo się poprawia, aczkolwiek jak się popróbuje to można zrobić wszystko ;). Przy malowaniu szpachelką schodzi więcej farby niż przy malowaniu pędzlami, dużo więcej.

      Ja zaczynałam tak: Najpierw wykonywałam szpachelką tylko jeden fragment na obrazie np. obrus (większy element), a resztę pędzlami. Czasem próbowałam jakieś patyczki lub kijki namalować szpachelką, co już łatwe nie było i wymagało wprawy i precyzji. Teraz wykonuję szpachelkami całe prace (z początku dysponowałam tylko jedną, teraz używam intensywnie trzech, czasem sięgnę po dodatkowe - kwestia wyczucia, którymi lepiej się pracuje). Cieniowanie szpachelkami z początku nie jest łatwe. Dłużej się miesza farby, bo są w większej ilości.

      Spróbuj sobie na papierze poeksperymentować ze szpachelkami. Do szczegółów ja używam bocznej krawędzi i czubka, do ogółów używam bocznej części szpachelki. Szpachelką można się bardziej wyżyć niż pędzlami i wydaje takie specyficzne odgłosy drapania ^^ (używałam jej na brystolu i kartonie) Z moimi robiłam cuda i nigdy się jeszcze nie połamały :)

      Obrazy wykonane szpachelkami wyglądają bardzo różnie. Widziałam, bardziej szkicowe, dokładniejsze, niedbałe zależy jaki efekt chce się uzyskać. Na You Tubie widziałam kiedyś róże malowane szpachelką w bardzo specyficzny sposób, każdy płatek ta pomocą jednego pociągnięcia i odpowiednie nakładanie odcieni farby. Efekt był bardzo estetyczny i dekoracyjny, ale ja chyba wolałabym podłubać te różne po swojemu niż gotowym, szybkim sposobem je maznąć.

      Usuń
    6. ooo ciekawa informacja, dziękuje serdecznie :).
      To trudna sprawa, wcale nie jest to takie proste.
      Musze pomyśleć nad tym malowaniem ze szpachelką. Generalnie ja maluje inaczej, (chyba) tak myślę. Kiedyś miałam staż i w ciągu tygodnia wykonywałam 300 obrazków dla dzieci, głownie postacie z bajki i mam wyuczoną technikę malowania takich bardziej komiksów jakiś historyjek, ale tak jak ty malujesz to jeszcze mi daleko do takiej wprawy :)
      Rękę mam już bardzo sztywną, kiedyś to jednym pociągnięcie i malowałam jak burza, a teraz ręka mi się trzęsie i zastanawiam się czy zrobić tu kreskę :)

      Mam bardzo dużo farb do malowanie, plakatówki, akwarele i od rok nie używam ich, zastanawiam się czy nic mi się nie stanie. Standardowo używam czarnej i białej farby.
      Te kolory zawsze szybko się kończą :)

      Usuń
    7. Jeśli się malowało pędzlem to szybko się załapie szpachelki :) Jest trochę inaczej, ale jest to do ogarnięcia.
      Farby raczej powinny przetrwać. Choć plakatówki mają tendencję do zasychania. Tempery mi się po jakimś czasie albo zasychały albo składniki się rozdzielały (ale to po naprawdę długim czasie). Akryle bez zmian. I też najwięcej mi schodzi czerni i bieli ;)

      Usuń
  2. Świetnie że opublikowałaś te swoje pierwsze prace. Ja te swoje pierwsze, gorsze prace niestety kiedyś powyrzucałam i teraz żałuję, bo jednak szkoda, to kawałek życiowej historii. A jako świetne, bardzo tanie i trwałe podobrazia mogę polecić płyty hdf plus haczyk do powieszenia. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swoje prace też powywalałam, ale wiele z nich wcześniej zdążyłam sfotografować. Z pracami rysunkowymi już niestety tak nie zrobiłam :/ Jakiś czas trzymałam je, bo mi było szkoda się ich pozbywać i liczyłam, że wykorzystam na coś tyle brystoli. No ale w końcu wymiękłam ^^
      Dziękuję za polecenie podkładu (poszukam i poczytam o tym), ostatnio się trochę interesuję alternatywami dla płócien i kartonu :)

      Usuń

Dziękuję za poświęcony mi czas i komentarze.
Pozdrawiam Iselle ;)