czwartek, 16 października 2014

Jak zostałam projektantką ubioru? Historia Iselle #3

Wkroczenie do świata sztuki, czyli studia licencjackie

Moi rodzice wciąż mieli chyba nadzieję, że wybiorę jakiś normalny kierunek studiów jak pedagogika. Dla zasady złożyłam papiery na historię sztuki, choć wiedziałam, że się nie dostanę. Decydowała matura z historii sztuki, a ja jej oczywiście nie miałam. Poszłam na krótki kurs rysunku i złożyłam papiery na ASP.

Oczywiście nie byłam na to przygotowana. Nie miałam pojęcia jak dużych umiejętności wymagają na egzaminach wstępnych z malarstwa i rysunku. Nie wiedziałam, że teczka powinna się składać z wielkoformatowych prac. Bo kto mi miał to powiedzieć? W internecie nie było tym informacji. Wiem, bo szukałam. Dlatego się nie dostałam. W sumie już wcześniej to czułam i nie przyjęłam tego bardzo do siebie. Na oku miałam już szkołę prywatną, konkurencyjną, także z projektowaniem ubioru.

Dostanie się nie stanowiło problemu. Po prostu uczelnia była przygotowana do przyjęcia początkujących artystów i dokształcenia ich (i zbierania nieprzyjętych do ASP). Z kolei ASP chciało ludzi z dobrymi umiejętnościami rysunkowymi i malarskimi (zrozumiałam to rok później, bo tyle zajęło mi zdobycie tych umiejętności regularnie ćwicząc). Oczywiście mogłam spróbować wtedy ponownie dostać się na ASP, ale już nie czułam takiej potrzeby. Zignorowałam uczelnię, która nie dawała szans początkującym artystom. Dodatkowo wiedziałam też, że wiele osób dostaje się tam przez znajomości.

Zajęcia na uczelni okazały się bardzo różnorodne. Uczyłam się w zasadzie o wszystkim, próbowałam nowych rzeczy. Historia sztuki, malarstwo, rysunek, aksonometria, perspektywa, rzeźba, makiety, filozofia, kultura, liternictwo, kompozycja, programy graficzne, gobeliny, farbowanie jedwabiu, katalogi itd. Było tego naprawdę dużo i o większości mogliście już przeczytać na moim blogu. Oczywiście było też dużo zajęć z mojej specjalizacji, czyli projektowania ubioru (moja specjałka miała najwięcej zajęć ze wszystkich specjalności artystycznych).

Tak właściwie to projektowanie ubioru miałam na drugim roku, a dokładnie bliżej trzeciego. Najwięcej nauczyłam się na konstrukcji. Wielokrotnie poprawiłam i konsultowałam mini konstrukcje, do upadłego. Nienawidziłam tego przedmiotu do czasu, aż zaczęło mi w miarę wychodzić. Zajęcia z szycia z początku były fajne, ale zaczęły się dłużyć. Starszy Pan krawiec nie interesował się, że gonią nas terminy. Ciągle opowiadał o starych czasach i choć było to ciekawe, to słuchanie po raz któryś podobnej historii już nudziło. A kolejki do niego robiły się coraz dłuższe, kolejki do maszyn także. Tylko niektórzy studenci posiadali własną maszynę w domu (stębnówki uczelni, sztuk trzy, działające dwie), nie mówiąc już o overlocku (overlock uczelni, sztuk jedna, ciągle zrywał nici). Liczba studentów w pracowni od 6 do kilkunastu osób przy zjazdach. W kolejnym roku Pana krawca zastąpiła już Pani. Potem doczekałam się kolejnej Pani krawcowej.

Podsumowując studia licencjackie:
Zetknęłam się z dużą ilością zajęć ogólnych i sporą liczbą zajęć specjalizacyjnych. Wiele razy jednak zajęcia ogólne pochłaniały mój czas w ogromnym stopniu, pochłaniały także pieniądze. Powodowało to, że zamiast skupiać się na projektowaniu ubioru i szyciu to zajmowałam się wszelkimi innymi rzeczami. Z jednej strony się cieszę, że poznałam różnorodne dziedziny, ale z drugiej strony oderwało mnie to od tego po co tam przyszłam - od projektowania ubioru. Można uznać, że wiele czasu straciłam na pierdoły, a nie na działanie. W efekcie po obronionym dyplomie potrafiłam co prawda projektować i ogólnie znałam zasady konstrukcji, ale w samodzielnym szyciu miałam bardzo mało doświadczenia. Mimo tej ogólnej klęski nauczyłam się jednak wiele ciekawych rzeczy m.in. malarstwa.


Drugi stopień bez rewelacji w programie i sukces konkursowy

Studia drugiego stopnia wybrało bardzo niewielu z moich znajomych (ze specjalizacji zostałam sama). Reszta ludzi wykruszyła się albo w trakcie trwania studiów, albo przed dyplomem. Kilka osób kontynuowało studia na innych uczelniach, wiele osób rzuciło "sztukę" na dobre i zaczęło normalną pracę i życie.

Zaczęłam myśleć co dalej. Kupiłam swoją własną maszynę. Przestałam chodzić na zajęcia z szycia i podstawowe formy zaczęłam szyć sama. Taki styl bardziej do mnie przemawiał, bo uczyłam się na własnych błędach. W pracowni krawieckiej zrobiło się bardziej ciasno, maszyny jak zwykle oblegane lub zepsute. A po pierwszym roku zmiana budynku (jeszcze mniejsze pracownie, jeszcze bardziej tłoczno). Poważniejsze realizacje zanosiłam do krawcowej, sama szyłam tylko na warsztaty krawieckie i konstrukcję. Co ciekawe profesor ... zachęcał nas do tego. Zamiast nas zmotywować, abyśmy sami szyli, nawet z błędami, to wręcz namawiał nas, aby komuś to dać do uszycia - aby dobrze wyglądało.

No ale czasem podejmowałam się szycia czegoś poważniejszego sama. Tak było z pewnym polarowym strojem. Wtedy poczułam się naprawdę fajnie. Coś mi wyszło, choć z drobnymi błędami. Odważyłam się zrobić kolejny krok i zgłosiłam się do konkursu - Heart Fashion. Po raz pierwszy od kilku lat poczułam ten upór i ambicję, aby sama wszystko uszyć, aby zaskoczyć innych.

W trakcie przygotowań do egzaminów i sesji na drugim roku zamówiłam overlocka. Czekałam na to bardzo długo. Wybrałam najtańszą z możliwych, ale dobrych opcji, ale zawsze brakowało mi funduszy. Umożliwiły to raty stypendium za naukę i osiągnięcia (średnia i konkurs się przydały). Uczelnia z kolei zafundowała mi półtora roku szalonego planu zajęć. Chyba największy możliwy absurd, śmiałam się, że robię jednocześnie studia dzienne, zaoczne i wieczorowe. Chodziłam na zajęcia w tygodniu i w weekendy, czasem nawet wieczorami razem ze studentami zaocznymi - nie opłacało się robić wykładów dla jednej lub trzech osób.

Podsumowując studia magisterskie:
Wiele powtórek zajęć z licencjatu, tylko inne tematy, nowego materiału mało, albo możliwość przepisania oceny. W tym czasie bardziej dojrzałam psychicznie do samego projektowania, odważyłam się na nowe kroki i decyzje. Choć z początku na szycie poświęciłam więcej czasu, to później było już z tym gorzej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za poświęcony mi czas i komentarze.
Pozdrawiam Iselle ;)