środa, 15 października 2014

Jak zostałam projektantką ubioru? Historia Iselle #2

Usamodzielnianie się

Czas spędzony w liceum uważam za jeden z najlepszych okresów w moim życiu. Poznałam nowych znajomych choć szkoda, że te kontakty także się potem pourywały. Wkroczyłam na zupełnie nową ścieżkę.

Mieszkanie w internacie okazało się całkiem przyjemne. Regularne posiłki, blisko do szkoły, ciągłe towarzystwo współlokatorek, które uczęszczały do tej samej szkoły co ja. Jedna do ogólniaka, druga do technikum odzieżowego, trzecia do zawodówki fryzjerskiej oraz ja do liceum z profilem kreowania ubioru. Bardzo się usamodzielniłam w tamtym czasie. Musiałam budzić się sama, dysponować kieszonkowym na różne potrzeby. Nauczyłam się kupować bilety, czytać rozkłady, jeździć pociągami i tramwajami (zdarzało mi się gubić w mieście lub jechać do samej zajezdni). Zrobiłam prawo jazdy (uczyłam się jeździć autem od razu po dużym mieście). No i zdałam maturę. W między czasie zgarnęłam dwa stypendia od ministra za wyniki w nauce, co ucieszyło rodziców i mnie - chciałam, aby byli ze mnie dumni. Ale to nie było jeszcze najważniejsze.

Lekcje związane z projektowaniem ubioru były różne. Na materiałoznawstwie było dużo przepisywania, ale ułatwiało to zapamiętywanie informacji. Lekcje konstrukcji były bardzo przejrzyście prowadzone, nie było problemu ze zrozumieniem instrukcji tworzenia szablonu na podstawie Parafianowicza. Niestety wykonałam ich bardzo mało :/ Taki program (spódnica i bluzka). Trochę zajęć z rysunku. Zajęć z szycia ... nie było. Z perspektywy czasu widzę jak bardzo to absurdalne. Nikt nie uczył nas szycia (no tak, projektant nie musi szyć :/). Wtedy zaczęłam sobie zdawać sprawę, że technikum odzieżowe lub zawodówka z krawiectwem mogłyby być lepszym rozwiązaniem. Już całkiem to do mnie dotarło na studiach. Żałuję, że nie miałam wtedy takiej wiedzy jak teraz, że nikt nie doradził mi zawodówki (taka sugestia padła z moich ust, ale stanowczo ją zanegowano), ale podejrzewam, że co najwyżej skończyłabym w technikum. No jak zawodówka? A matura? Studia? To była presja rodziny.


Pierwsze kolekcje, pierwsze pokazy mody

Szkoła średnia miała jednak swoją zaletę - konkurs dla młodych projektantów na miejscu. Wspaniałe czasy, gdy jeszcze kierowały mną upór i ambicja. Bez zastanowienia zgłosiłam się do pierwszego konkursu. No przecież umiałam obsłużyć maszynę do szycia, więc reszta to pestka, prawda? Haha :D Byłam totalną amatorką w szyciu, ale zgłosiłam się do konkursu gdzie wymagano minimum 4 stroje. Mimo, że taka cicha, zwykle gdzieś z tyłu to nie bałam się takiego wyzwania. Naprawdę musiałam nie myśleć poważnie i twardo iść w modę ;)

Moja filozofia szycia była wtedy bardzo prosta: sukienkę mini na ramiączkach uszyłam z dwóch prostokątów. Ewentualnie na oko zwężałam w talii przesuwając trochę szew. Chyba nawet nie obszywałam krawędzi zygzakiem. Ramiączka były ze wstążek. Próbuję sobie wyobrazić jak udało mi się wszyć zamki błyskawiczne i nie potrafię :D No i ręcznie przyszywałam malutkie koraliki i wstążki. Miałam do tego cierpliwość. W ten sposób powstało 6 sukienek, które zaprezentowałam na wybiegu w sali gimnastycznej. Przy drugiej kolekcji pomogła mi już krawcowa, jedynie ozdoby przyszywałam sama. Trzecia kolekcja powstała na bazie satynowych szlafroczków, które przerobiłam na wschodnie kimona. Każda kolekcja inna, każda coś mi dała. Brałam w tym udział co roku przez trzy lata. Nigdy nie żałowałam. Raz nawet na targach zaprezentowano jedną z tych kolekcji.

Ale był jeden moment kryzysu - gdy główną nagrodę zgarnęła moja bliska koleżanka (maszynę do szycia), która mimo że była na tym samym profilu, nie przejawiała większego zainteresowania projektowaniem ubioru. Nie miała aspiracji w tym kierunku, interesowała się inną dziedziną i mniej zależało jej na konkursie (choć kolekcja była oryginalna). Wtedy naprawdę zwątpiłam w siebie. Ale całe szczęście tydzień później znowu nie wyobrażałam sobie życia bez projektowania.

4 komentarze:

  1. Do dziś pójście do ZSZ jest wstydem. Ludzie mają jakość manie " aby tylko moje dziecko nie poszło do Zawadówki :/ ". Ja na to mówię Polska fobia. ZSZ uczysz się zawodu, który przygotowuje Cię tak naprawdę do życia. Jeśli masz fach w rękach, praktykę tytuł Czeladnika, Mistrza oraz doświadczenie zawodowe bez problemu taka osoba będzie pracować na siebie i otworzy swój własny biznes. Jeśli ludzie wybierają LO tzw. Liceum Ogólnokształcące muszą wtedy wybrać się na studia. A ten kto skończy studia i będzie miał same piątki jest ambity itp. to wątpię czy otworzy własną firmę, pójdzie pracować do wielkiej korporacji. Ci co ukończyli zawodówki przyjęło się że są przeciętni, ale cóż ci którzy nawet nie ukończyli szkół, studia a są właścicielami wielkich korporacje a właśnie Ci piątkowi, pracują dla tych co byli kiedyś przeciętni :) Wystarczy tylko mieć odwagę, determinację i wziąć życie w swoje ręce.

    Super, że miałaś te osiągnięcia, nie przejmuje się tym że nie masz doświadczenia w szyciu.
    Ja będą w technikum odzieżowym nie uczyli mnie szycia, tylko nacisk był na konstrukcje odzieżowe.Szycia nauczyłam się tak na prawdę sama i z pomocą Mamy, ile błędów popełniłam, trenowałam na okrągło. Dziś 100% jestem pewnego moje szycia, nie boje szyć.
    Pewności nie mam jeszcze w wykonywaniu konstrukcji odzieżowej chcę to opanować w 100 % żeby formy wykonuję z głowy i szybko, radykalne podejmuje decyzje jak w szyciu.
    System nauczania w Polsce jest przestarzały, uczą wszystkiego po trochę :(

    Musisz tylko trenować.
    Najwięcej wiedzy zdobywasz nie w szkole ale z własnych poszukiwań oraz trenowania.
    Jest dużo wybitnych ludzi którzy nie ukończyli szkół czy studiów, a wiesz dlatego ?
    Ponieważ cały też czas poświęcili się dla swojej pasji, trenowali i osiągnęli nawet światowy sukces.

    Nie przejmuj się tym, że nie wygrałaś tej maszyny. Ważne, że podniosłaś się i zaczęłaś dalej kontynuować pasję. Nie uczą w szkołach jak poradzić sobie z porażką, zawsze musi być ten najlepszy. Porażka nie jest zła, ona dodaje nam jeszcze wielkiego kopa.
    Szczęście do Ciebie się uśmiechnęło, maiłaś okazję pokazać swoje prace i to jest sukces w Twoim życiu zawodowym . Gratulacje !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ależ długi komentarz :) Nie wiem na której części się skupić ^^

      Jak słyszę i widzę to dla wielu osób ze starszych pokoleń studia są jakimś wyznacznikiem lepszego statusu. Co ciekawe te osoby od których to słyszę nigdy nie studiowały, ale wywierają pewną presję na dzieci, aby te studia zrobiły.
      Z drugiej strony młodzież w momencie wyboru swojego zawodu jest jeszcze niedojrzała (nie wiedzą czego chcą), widziałam to wśród moich znajomych, widzę też wśród młodszych znajomych. Albo to rodzice pchają ich w jakimś kierunku, albo idą na te same studia ze znajomymi ze szkoły. Wybierają kierunki popularne, po których praca jest "gwarantowana", ale nie są przekonani do tego wyboru.

      Rzeczywiście uczą w naszych szkołach po trochu :/ I bardzo mało uwagi przykładają do praktyki, która ostatecznie jest ważniejsza od teorii.

      Liceum w Poznaniu mimo wszystko wspominam bardzo dobrze. Na pewno tamta decyzja dała mi znacznie więcej niż pozostanie w moim mieście, gdzie "dusiłabym się" w ogólniaku i po latach wybrałabym inny kierunek niż ubiór. A wiem, że tak prawdopodobnie by było. Poszłabym na jakąś pedagogikę i kolejne lata żałowała.

      Usuń

Dziękuję za poświęcony mi czas i komentarze.
Pozdrawiam Iselle ;)