poniedziałek, 29 września 2014

Kocurek bloguje: Praca w korporacji, czyli to trzeba lubić

Odmiana może być czasem korzystna, więc zaczęłam marudzić Kocurkowi. W końcu uległ i tak powstał dzisiejszy wpis. Mam nadzieję, że to nie ostatni i za miesiąc lub dwa pojawi się kolejny. Oczywiście wszelkie poprawki, grafiki i publikację załatwiam ja, a Kocurek mi tylko podsyła materiał. Bądźcie wyrozumiali dla jego "twórczości", starałam się nie wprowadzać zmian, aby tekst był jak najbardziej autentyczny. Opatrzyłam go jednak moimi własnymi komentarzami, które rozróżnicie po kolorze czcionki i kursywie ;)


Na dzień dobry wypadało się przywitać. Z tej strony Kocurek, czyli pod wieloma względami przeciwieństwo Iselle. Ten post ma być o jednej z głównych różnic, czyli podczas gdy Iselle jest artystką choć to dość szerokie określenie i z tego względu niekoniecznie przeze mnie lubiane o czym dalej, ja jestem takim typowym żuczkiem po polibudzie, który może i studia traktował wybiórczo a jego indeks przykładem nie świeci, przez te 5 lat nabrał pewnych nawyków myślowych i obył się z twardym myśleniem, gdzie wszystko musi być potwierdzone udowodnione i przeanalizowane [nie jestem pewna, ale to chyba najdłuższe zdanie jakie w ostatnim czasie widzę ^^]. I właśnie tu rozbijamy się na tym, dlaczego słowo artysta i jego pochodne niekoniecznie są moimi ulubionymi, nie jest tajemnicą, że wszystko co związane ze sztuką bazuje na ocenie czysto subiektywnej, nie da się tego wytłumaczyć a to kłuje w oczy ^^ [cóż, ja Twojej elektroniki też nie rozumiem ;)]


No ale do tematu. Świeżo po studiach, a właściwie jeszcze w trakcie, bo przed obroną wylądowałem za biurkiem jednego z liderów elektroniki użytkowej, który straszy nas w każdej ulotce sklepów nie dla idiotów i im konkurencyjnych. Co gorsze korporacja ta wywodzi się z Korei i niesie to za sobą wiele pochodnych związanych z tamtejszą kulturą, ale o tym, jeśli będą chętni mogę napisać innym razem [ja jestem chętna ^^]. Krótko mówiąc wylądowałem w biurze PE, czyli oficjalnie Product Engineering, a mniej oficjalnie, co wynika z korporacyjnego charakteru – Presentation Engineering. No właśnie prezentacje, to jeden z punktów, który jest nieodłączny w tej pracy. Jest ich jeszcze kilka czyli w uproszczeniu tabelki, wykresy, spotkania, approvale i coś, co nasi wschodni koledzy lubią najbardziej, czyli schedule.


Opisanie wszystkiego w jednym poście może być trudne, no ale postaram się [nie musisz ;)]. Wspomniane prezentacje, czyli to co menadżerowie lubią najbardziej, w skrócie, pośród wielu rzeczy robionych w ciągu dnia zdarzają się takie, które mają większe znaczenie, i którymi warto się pochwalić, a co jest w tym celu lepsze niż slajdzik w pptx’ie? No właśnie, aby w jakiś sposób nawiązać do bloga, kilka słów o magicznym slajdziku. Wydawać by się mogło, że jest to idealne miejsce, aby wykonać coś twórczego, niestety nic bardziej mylnego, slajd musi być wykonany wg gotowej formatki, określone jest tło, ułożenie poszczególnych elementów (treść musi być wrzucona w pewne ramy przyczynowo skutkowe (w skrócie co, jak dlaczego i jaki jest efekt), kolorystyka elementów jak ramki czy czcionka.  Krótko mówiąc wpisujemy się w ramy czegoś z góry narzuconego, i to chyba najlepiej opisuje prace w korpo, bo tak właśnie jest przez jakieś 90% pracy.


Kolejny punkt szczególny to tabelki a więc brat Power Pointa – Excel w akcji. Tu sprawa jest o tyle prosta, że wiele raportów i dokumentów wykonujemy w Excelu, oczywiście w ściśle określonych formatkach. [A jakże inaczej ;)] No właśnie wspomniane formatki, w poprzednim poście starałem się spojrzeć na to od strony nieco twórczej, co pewnie i tak mi nie wyszło, teraz kolej na spojrzenie praktyczne, czyli to ma sens i już pisze dlaczego. Otóż wspomniane formatki sprawiają, że określonych informacji szuka się w konkretnych miejscach, z czasem wchodzi to w nawyk, a z zewnątrz może to przypominać nieco tresurę, ale jedno jest pewne, ułatwia pracę szczególnie, gdy wiele dokumentów dostajemy w „krzaczkach” czyli języku ojczystym naszych kolegów. [wyobraźcie sobie kilka kartek z koreańskimi znakami - dokładnie wiedzą, które krzaczki są najważniejsze, bo zawsze są w tych samych miejscach ;)]


O wykresach na krótko, z jednego względu, są one powiązane z poprzednimi dwoma akapitami, czyli wykres tworzymy w Excelu i albo tam zostaje, albo kończy jako część prezentacji. Dlaczego wykres? Bo obok tabelki idealnie w przejrzysty sposób pozwala przedstawić wiele danych. Zamiast strony tekstu, wystarczy tabelka i wykres, żeby przełożony wiedział czy jest lepiej, czy gorzej ;)


Kolejna część codzienności w korpo to spotkania, gdy tylko dzieje się coś ważniejszego, ogłaszamy spotkanie licząc, że co ważniejsze osoby się na nim zjawią, wyrażą swoją opinię, a najlepiej zgodę która przypieczętują podpisem na tzw. „Meeting Memo” czyli notatce ze spotkania. Dlaczego to takie ważne, bo kilka miesięcy pracy nauczyło, że „nic na gębę”, krótko mówiąc dopóki nie ma podpisu lub kopii maila w outlooku, nie można być niczego pewnym [muszą być trwałe dowody, podobnie jak w sądzie], a szkoda byłoby ponosić konsekwencje, dlatego, że się komuś zaufało bo o ile atmosfera wokół jest na co dzień przyjazna, o tyle w sytuacjach kryzysowych skrupułów niestety raczej nie ma.


Pora na odrobinę formalności, czyli approvale, jest to nic innego jak proces uzyskania zgody na cokolwiek. W skrócie zgodę trzeba mieć na przebudowę połowy fabryki, ale też na kupno myszki komputerowej [lub długopisu] , gdy stara się zepsuje. Różnica polega tylko na tym ile osób i jak ważnych musi się zgodzić na dane działanie, a podział zależy oczywiście od cyferek, a konkretnie od kosztu danej inwestycji. Krótko mówiąc aby kupić myszkę wystarczy poczekać, aż jedna osoba przeczyta maila i kliknie potwierdzenie, a przypadku przebudowy fabryki, trzeba to odpowiednio uzasadnić  i nie obędzie się wtedy oczywiście bez prezentacji z wykresami i tabelkami ;) a sam proces będzie odpowiednio dłuższy i trzeba będzie przekonać coraz to ważniejsze osoby.


To wszystko może brzmieć strasznie [dla mnie często brzmi zabawnie], natomiast trzeba przyznać, że na co dzień cały ten system najzwyczajniej w świecie działa i chyba na Nobla zasłuży osoba, która wymyśli coś lepszego dla firmy zatrudniającej tysiące ludzi w różnych zakątkach świata. Niemniej jedno jest pewne, trzeba całe to otoczenie lubić, inaczej można się wykończyć psychicznie. Na chwilę obecną taki dynamiczny tryb pracy mi odpowiada, codziennie się coś dzieje, pojawiają się nowe zadania i problemy do rozwiązania a nade wszystko stopniowo przesiąkam mentalności, że słowo „nie” jest nadużyciem i tak naprawdę niemal z każdej sytuacji jest wyjście, lub można znaleźć pomysł rozwiązujący wydawałoby się problem nie do rozwikłania.


No i co sądzicie? Dał chłopak radę? Zapraszam do komentowania i oceniania. Kocurek chętnie napisze dla Was więcej, wystarczy go trochę zachęcić ;)

1 komentarz:

  1. Blog jest sprawą bardzo rozwiązłą i trzeba przeznaczyć sporo czasu na dopełnienie go odpowienimi zjęciami i stylem. Ten blog mi się podoba!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony mi czas i komentarze.
Pozdrawiam Iselle ;)