wtorek, 30 września 2014

Dzieło miesiąca - Hagar

Nawiązując do klimatu obrazów Georga de la Tour'a z zeszłego miesiąca, przedstawię Wam obraz silnie inspirujący się dziełami francuskiego malarza.


Hagar, z cyklu Azyle niepewnego życia akryl na papierze 1999
Grzegorz Stachańczyk (1963-...)

Kojarzycie może postać Hagar? Jeśli nie to już piszę. Znacie pewnie mniej lub bardziej biblijną opowieść o Abrahamie. On i jego żona Sara przez wiele lat (do starości) nie mogli się doczekać potomstwa. Sara w pewnym momencie wpadła na pomysł. Ofiarowała mężowi swoją niewolnicę za żonę, Hagar, aby to ona urodziła mu dziecko. Obraz powyżej przedstawia właśnie ten moment. 
Co było dalej? Hagar rzeczywiście dała Abrahamowi syna, Izmaela. A jakiś czas później także Sara doczekała się syna, Izaaka.

Tyle z historii. Przyjrzyjmy się samemu obrazowi. Mamy tajemniczy obraz z jednym źródłem światła - świecą pośrodku. Artysta pięknie uchwycił kwestię światła, jego odbicia na materiach we wnętrzu. Przyjrzyjcie się także samym tkaninom, widać wszelkie zagniecenia. Obraz jest bardzo realistyczny w odbiorze, jak fotografia.


Źródła:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Hagar_%28posta%C4%87_biblijna%29
http://www.galeriagiza.pl/stachanczyk.php

poniedziałek, 29 września 2014

Kocurek bloguje: Praca w korporacji, czyli to trzeba lubić

Odmiana może być czasem korzystna, więc zaczęłam marudzić Kocurkowi. W końcu uległ i tak powstał dzisiejszy wpis. Mam nadzieję, że to nie ostatni i za miesiąc lub dwa pojawi się kolejny. Oczywiście wszelkie poprawki, grafiki i publikację załatwiam ja, a Kocurek mi tylko podsyła materiał. Bądźcie wyrozumiali dla jego "twórczości", starałam się nie wprowadzać zmian, aby tekst był jak najbardziej autentyczny. Opatrzyłam go jednak moimi własnymi komentarzami, które rozróżnicie po kolorze czcionki i kursywie ;)


Na dzień dobry wypadało się przywitać. Z tej strony Kocurek, czyli pod wieloma względami przeciwieństwo Iselle. Ten post ma być o jednej z głównych różnic, czyli podczas gdy Iselle jest artystką choć to dość szerokie określenie i z tego względu niekoniecznie przeze mnie lubiane o czym dalej, ja jestem takim typowym żuczkiem po polibudzie, który może i studia traktował wybiórczo a jego indeks przykładem nie świeci, przez te 5 lat nabrał pewnych nawyków myślowych i obył się z twardym myśleniem, gdzie wszystko musi być potwierdzone udowodnione i przeanalizowane [nie jestem pewna, ale to chyba najdłuższe zdanie jakie w ostatnim czasie widzę ^^]. I właśnie tu rozbijamy się na tym, dlaczego słowo artysta i jego pochodne niekoniecznie są moimi ulubionymi, nie jest tajemnicą, że wszystko co związane ze sztuką bazuje na ocenie czysto subiektywnej, nie da się tego wytłumaczyć a to kłuje w oczy ^^ [cóż, ja Twojej elektroniki też nie rozumiem ;)]


No ale do tematu. Świeżo po studiach, a właściwie jeszcze w trakcie, bo przed obroną wylądowałem za biurkiem jednego z liderów elektroniki użytkowej, który straszy nas w każdej ulotce sklepów nie dla idiotów i im konkurencyjnych. Co gorsze korporacja ta wywodzi się z Korei i niesie to za sobą wiele pochodnych związanych z tamtejszą kulturą, ale o tym, jeśli będą chętni mogę napisać innym razem [ja jestem chętna ^^]. Krótko mówiąc wylądowałem w biurze PE, czyli oficjalnie Product Engineering, a mniej oficjalnie, co wynika z korporacyjnego charakteru – Presentation Engineering. No właśnie prezentacje, to jeden z punktów, który jest nieodłączny w tej pracy. Jest ich jeszcze kilka czyli w uproszczeniu tabelki, wykresy, spotkania, approvale i coś, co nasi wschodni koledzy lubią najbardziej, czyli schedule.


Opisanie wszystkiego w jednym poście może być trudne, no ale postaram się [nie musisz ;)]. Wspomniane prezentacje, czyli to co menadżerowie lubią najbardziej, w skrócie, pośród wielu rzeczy robionych w ciągu dnia zdarzają się takie, które mają większe znaczenie, i którymi warto się pochwalić, a co jest w tym celu lepsze niż slajdzik w pptx’ie? No właśnie, aby w jakiś sposób nawiązać do bloga, kilka słów o magicznym slajdziku. Wydawać by się mogło, że jest to idealne miejsce, aby wykonać coś twórczego, niestety nic bardziej mylnego, slajd musi być wykonany wg gotowej formatki, określone jest tło, ułożenie poszczególnych elementów (treść musi być wrzucona w pewne ramy przyczynowo skutkowe (w skrócie co, jak dlaczego i jaki jest efekt), kolorystyka elementów jak ramki czy czcionka.  Krótko mówiąc wpisujemy się w ramy czegoś z góry narzuconego, i to chyba najlepiej opisuje prace w korpo, bo tak właśnie jest przez jakieś 90% pracy.


Kolejny punkt szczególny to tabelki a więc brat Power Pointa – Excel w akcji. Tu sprawa jest o tyle prosta, że wiele raportów i dokumentów wykonujemy w Excelu, oczywiście w ściśle określonych formatkach. [A jakże inaczej ;)] No właśnie wspomniane formatki, w poprzednim poście starałem się spojrzeć na to od strony nieco twórczej, co pewnie i tak mi nie wyszło, teraz kolej na spojrzenie praktyczne, czyli to ma sens i już pisze dlaczego. Otóż wspomniane formatki sprawiają, że określonych informacji szuka się w konkretnych miejscach, z czasem wchodzi to w nawyk, a z zewnątrz może to przypominać nieco tresurę, ale jedno jest pewne, ułatwia pracę szczególnie, gdy wiele dokumentów dostajemy w „krzaczkach” czyli języku ojczystym naszych kolegów. [wyobraźcie sobie kilka kartek z koreańskimi znakami - dokładnie wiedzą, które krzaczki są najważniejsze, bo zawsze są w tych samych miejscach ;)]


O wykresach na krótko, z jednego względu, są one powiązane z poprzednimi dwoma akapitami, czyli wykres tworzymy w Excelu i albo tam zostaje, albo kończy jako część prezentacji. Dlaczego wykres? Bo obok tabelki idealnie w przejrzysty sposób pozwala przedstawić wiele danych. Zamiast strony tekstu, wystarczy tabelka i wykres, żeby przełożony wiedział czy jest lepiej, czy gorzej ;)


Kolejna część codzienności w korpo to spotkania, gdy tylko dzieje się coś ważniejszego, ogłaszamy spotkanie licząc, że co ważniejsze osoby się na nim zjawią, wyrażą swoją opinię, a najlepiej zgodę która przypieczętują podpisem na tzw. „Meeting Memo” czyli notatce ze spotkania. Dlaczego to takie ważne, bo kilka miesięcy pracy nauczyło, że „nic na gębę”, krótko mówiąc dopóki nie ma podpisu lub kopii maila w outlooku, nie można być niczego pewnym [muszą być trwałe dowody, podobnie jak w sądzie], a szkoda byłoby ponosić konsekwencje, dlatego, że się komuś zaufało bo o ile atmosfera wokół jest na co dzień przyjazna, o tyle w sytuacjach kryzysowych skrupułów niestety raczej nie ma.


Pora na odrobinę formalności, czyli approvale, jest to nic innego jak proces uzyskania zgody na cokolwiek. W skrócie zgodę trzeba mieć na przebudowę połowy fabryki, ale też na kupno myszki komputerowej [lub długopisu] , gdy stara się zepsuje. Różnica polega tylko na tym ile osób i jak ważnych musi się zgodzić na dane działanie, a podział zależy oczywiście od cyferek, a konkretnie od kosztu danej inwestycji. Krótko mówiąc aby kupić myszkę wystarczy poczekać, aż jedna osoba przeczyta maila i kliknie potwierdzenie, a przypadku przebudowy fabryki, trzeba to odpowiednio uzasadnić  i nie obędzie się wtedy oczywiście bez prezentacji z wykresami i tabelkami ;) a sam proces będzie odpowiednio dłuższy i trzeba będzie przekonać coraz to ważniejsze osoby.


To wszystko może brzmieć strasznie [dla mnie często brzmi zabawnie], natomiast trzeba przyznać, że na co dzień cały ten system najzwyczajniej w świecie działa i chyba na Nobla zasłuży osoba, która wymyśli coś lepszego dla firmy zatrudniającej tysiące ludzi w różnych zakątkach świata. Niemniej jedno jest pewne, trzeba całe to otoczenie lubić, inaczej można się wykończyć psychicznie. Na chwilę obecną taki dynamiczny tryb pracy mi odpowiada, codziennie się coś dzieje, pojawiają się nowe zadania i problemy do rozwiązania a nade wszystko stopniowo przesiąkam mentalności, że słowo „nie” jest nadużyciem i tak naprawdę niemal z każdej sytuacji jest wyjście, lub można znaleźć pomysł rozwiązujący wydawałoby się problem nie do rozwikłania.


No i co sądzicie? Dał chłopak radę? Zapraszam do komentowania i oceniania. Kocurek chętnie napisze dla Was więcej, wystarczy go trochę zachęcić ;)

sobota, 27 września 2014

Jak zostać projektantem mody w firmie odzieżowej?

Powracam do tego interesującego tematu rozpoczętego we wpisie Jak zostać projektantem mody?. Będzie to uzupełnienie tamtego wpisu.

Zamierzam skupić się na umiejętnościach przydatnych do zdobycia pracy w większej firmie odzieżowej na stanowisku projektanta ubioru. Pewnie nie wszystkim Wam to przyszło do głowy, ale świetne źródło informacji stanowią ... ogłoszenia z pracą. Jeśli je dobrze przeanalizujecie będziecie mieli gotową odpowiedź na to jak zostać projektantem w większej lub mniejszej firmie. Te umiejętności niekoniecznie są potrzebne w przypadku jednoosobowej działalności gospodarczej, choć są przydatne.

1. OBSŁUGA PROGRAMÓW GRAFICZNYCH

Kilkanaście lat temu nie było to jeszcze tak bardzo konieczne. Teraz pracodawcy wyrażają się jasno: musisz umieć się posługiwać programami: Adobe Photoshop, Adobe Ilustrator i Corel Draw. Czasem wymagają znajomości jeszcze innych programów jak np. Adobe Indesign, różne CADy, programy 3D. I tutaj zaczynają się schody. Po pierwsze to programy z licencją, bardzo drogą (nowa wersja Photoshopa kosztuje ponad 4 tys. zł). Na uczelniach artystycznych są często zajęcia z tymi programami, ale w ramach zajęć ciężko jest opanować ich obsługę. Konieczne są wielogodzinne ćwiczenia w domu, na wersjach mniej legalnych :/ Są także kursy obsługi, ale moim zdaniem to i tak mało.

http://logodesignerblog.com/wp-content/uploads/2010/03/adobe-cs5-logos-.jpg

Ale przyjmijmy, że potrafimy obsługiwać te programy. Co w takim razie będziemy w nich tworzyć? Rysunek żurnalowy i modelowy projektu, z modelką. Schematy ubrań "na płasko". Wzory nadruków. Wzory na tkaniny. Konstrukcje być może, ale raczej to będzie zadanie konstruktora (do konstrukcji są inne programy).

2. ZNAJOMOŚĆ JĘZYKA ANGIELSKIEGO
(czasem niemieckiego)

Komunikatywna znajomość języka. W większych firmach to często konieczność. Często duże, znane marki mają kilka różnych oddziałów. Do komunikacji z innymi oddziałami jest potrzebny język. Ale to nie jedyny powód. Często to projektant mody jest odpowiedzialny za kontakty i negocjacje ze szwalniami oraz producentami tkanin i dodatków z zagranicy. Ale zwykły angielski nie wystarczy. Trzeba znać trochę języka fachowego, czyli słówka i zwroty związane z tkaninami, odzieżą, dodatkami, szyciem itd. I tu mogę się wyżalić: na lektoratach nie miałam wcale fachowych słówek. Może uznali, że to nam jest mniej potrzebne niż opisywanie prawa Murphiego :/ W takim przypadku pozostaje samodzielnie zgłębianie języka.

3. ZNAJOMOŚĆ TRENDÓW

 http://lamode.info/tl_files/trendy/z%20wybiegu/DAMSKIE%20TRENDY%202013%202014%20JESIEN%20ZIMA/3%20Grunge%20LaMode.png

Czyli jakie kolory są modne w danym sezonie, jakie kolekcje prezentują na wybiegach projektanci z wielkich domów mody. Projektant powinien obserwować inne firmy, konkurencję, pokazy mody, jeździć na targi i wiedzieć co będzie na topie w kolejnym sezonie. Często trzeba przewidywać niektóre rzeczy w ciemno. Wymaga to sporego zmysłu intuicji. Sprawę ułatwia to, że co sezon (mało się orientuję w tym temacie) pojawiają się foldery/książki? z ustalonymi światowymi trendami (kolory, inspiracje itd., ustalają je fachowcy z branży odzieżowej) na kolejne miesiące. Większość firm i projektantów korzysta z tych informacji w większym lub mniejszym stopniu.

4. OBSŁUGA STRONY INTERNETOWEJ, BLOGA, SKLEPU INTERNETOWEGO

Nie zawsze jest to wymagane, ale zdarza się. W sumie trochę się dziwię, projektant ma i tak wiele na głowie i od tego powinna być inna osoba. Jeśli jednak kandydat na stanowisko projektanta zna się mediach społecznościowych, tworzeniu stron, prowadzeniu bloga firmowego itd. to bez wątpienia zaleta.

 http://www.crea-edu.com/P1010561_2.JPG

5. DOŚWIADCZENIE ZAWODOWE

I dosyć ważny punkt trudny do przeskoczenia. Firmy często oczekują, że przyszły projektant będzie miał wszystkie wymagane umiejętności i doświadczenie 2-3 letnie na podobnym stanowisku. Najlepiej jeszcze na stanowisku dużej firmy, bo wtedy nie będzie trzeba go bardzo doszkalać - w mniejszych firmach podział pracy jest inny. Patrząc po ogłoszeniach wiele z nich po wygaśnięciu pojawia się ponownie. Widocznie ciężko znaleźć odpowiednią osobę. Ale myślę, że firmy mogłyby to sobie znacznie ułatwić. Wystarczy przyjąć na staż niedoświadczonych projektantów (bo gdzieś w końcu muszą zdobyć to doświadczenie) i stopniowo doszkolić. Jeśli kandydat okaże będzie się obiecujący, to można zaproponować mu pracę (lub nie, ale jakieś doświadczenie zdobędzie). I tyle w tej kwestii.

Oczywiście powiecie, że trzeba samemu chodzić po firmach i kombinować. Ale nie każdy będzie potrafił. Często młodzi, niedoświadczeni projektanci wręcz się boją zgłaszać na staże czy praktyki do firm, choć osoby odważne, przebojowe i wygadane mają na pewno łatwiej. A uczelnie nie zawsze proponują studentom ciekawe praktyki i staże, każą im szukać na własną rękę.



Łatwo sobie teraz podsumować: uczelnie i kursy często nie są w stanie przygotować swoich studentów do pracy w zawodzie projektanta. Projektant musi dać z siebie bardzo dużo, aby znaleźć pracę, nie mówiąc już o zaistnieniu za granicą. System edukacji zwykle jest daleko w tyle za realiami rynku pracy. Smutne.

czwartek, 25 września 2014

Muzyka do pokazu mody #1

Temat oprawy muzycznej pokazu mody poruszałam już jakiś czas temu w poście Jaką muzykę wybrać do pokazu mody?. Postanowiłam pociągnąć ten temat dalej i raz w miesiącu przedstawiać Wam moje propozycje utworów i kolejne wskazówki.

Jest pewna prosta i szybka metoda na znalezienie utworu do pokazu: filmiki z pokazów mody. Na You Tube możemy bez problemu obejrzeć widowiska znanych i mniej znanych projektantów i domów mody. Często pod filmikiem podawana jest nazwa utworu (lub w komentarzach). Jeśli nie znajdziecie to zawsze możecie pobrać utwór bez filmiku (są odpowiednie strony i programy do tego celu). Filmy z pokazów mody bardzo często są montowane, więc nie potrafię powiedzieć czy słyszany utwór był rzeczywiście odtwarzany podczas pokazu czy dodany tylko w filmie. Mimo to i tak te utwory świetnie się nadają na wybieg.

Filmiki to także doskonała okazja do przyjrzenia się chodowi zawodowych modelek, podejrzenia choreografii całego pokazu. I oczywiście do znalezienia nowych inspiracji projektowych ;)

Znalazłam dla Was kilkunastominutowy film z pokazu Haute Couture ELIE SAAB, kolekcja letnia 2014. Koniecznie obejrzyjcie, dawno nie widziałam tak pięknych sukien. Jeśli zaś chodzi o muzykę to w tym wypadku wykorzystano aż trzy utwory. Tytuły podano nawet w informacjach pod filmem. Duża wygoda.




Emil Berliner, Musique par le ballon
Downtown Party Network, Space Me Out feat. Egle Sirvydyte (Mario Basanov Remix)
Abstraxion, Les Histoires

sobota, 20 września 2014

Projektowanie mody: Papierowe laleczki kontra internetowe ubieranki


W dzisiejszym poście powrócę do wspomnień z dzieciństwa i przypomnę Wam o pewnej taniej, prostej, ale bardzo kreatywnej zabawce dla dziewcząt - papierowych laleczkach.

Niewtajemniczonym wyjaśnię o co chodzi. Najczęściej była to tekturowa kartka z dziewczyną w bieliźnie (lub bez, oczywiście strefy intymne były zakryte lub ogólnie zaznaczone), która dookoła sylwetki miała podłużne nacięcia. W zestawie były ubranka do wycięcia z takimi paskami, które wsuwało się w te nacięcia. W ten sposób ubranie i dodatki trzymały się modelki.


Ale oczywiście były też nieco inne wersje. Modelka była wycięta, a ubranka mocowało się przez zaginanie na niej pasków ubrania. Często taka modelka miała też tekturową podpórkę dzięki czemu stała pionowo. Lub po prostu była to wycięta postać, na którą nakładało się papierowe ubranka bez mocowania.


Gdy ubranka zaczynały się nudzić można było własnoręcznie wykonać kolejne sukienki, bluzki, spodnie na podstawie innych ubrań. Trochę szkicowania, kolorowanie, wycięcie i gotowe. Jeśli też tak robiliście to mogę to podsumować tak: projektowaliście ubrania.


Podobną zabawę można teraz odnaleźć w internecie. Laleczka i ciuszki do nakładania myszką (poprzez kliknięcie lub przesunięcie myszką). Wyglądają ślicznie, ale to już nie to samo co stare laleczki z papieru. Nie ma tego klimatu, nie można wycinać nowych ubranek, kolorować. Takie czasy :/



Jeśli już jesteście zainteresowani wersjami internetowymi, to mogę polecić Wam jedną, bardzo rozbudowaną stronę. Z 10 lat temu dosyć często na niej bywałam. Nie wiem jak zmieniła się teraz, ale wtedy była najciekawszą jaką znałam.




Źródła ilustracji:
http://dofuskamashq.com/wp-content/uploads/2013/12/the-stardoll-side-spring-dolls-dress-competition-53960.jpg
http://jewel-staite.net/wp-content/plugins/php-image-cache/image.php?path=/wp-content/uploads/2010/07/dress-up-games.jpg
http://www.qassimy.com/playfreegamesonline/files/image/play%20the%20game%20miley%20cyrus%20party%20dress%20up%20free%20online.JPG
http://modernkiddo.com/images/pdolls_etaylor.jpg
https://img0.etsystatic.com/016/0/5560083/il_570xN.444074782_b9f4.jpg
http://paperthinpersonas.com/images/printable/marisole-sweet-cream-paper-doll-black-white.png
http://finalfashion.ca/wp-content/uploads/2012/10/cut-doll-5-goods.jpg

piątek, 19 września 2014

Film: My Fair Lady


Seans rozpoczął się od pięknych slajdów z kwiatami i klimatycznej muzyki. Trwało to ponad 3 minuty. Można pomyśleć, że widz zaraz ucieknie sprzed ekranu albo wyłączy film. Ale nie. Zaraz potem można podziwiać tłum eleganckich dam i dżentelmenów wychodzących z opery. To zaledwie chwila, ale przewija nam się przed oczami wiele kreacji. I pojawia się głośna,  główna bohaterka w mniej eleganckim stroju :)


Film ujął mnie już w pierwszych scenach. Stwierdziłam, że nie ma mowy. Muszę obejrzeć do końca. W końcu są ubiory historyczne, jest muzyka i śpiewanie :) A o czym tak w skrócie jest?
Dwóch dżentelmenów zakłada się, że jeden z nich w określonym przedziale czasu zmieni biedną dziewczynę z ulicy w damę. Finałem ma być bal w ambasadzie.

My Fair Lady, reż. George Cukor, USA, 1964



Zalety:
  • historia o dziewczynie zmieniającej się z kopciuszka w damę 
  • poruszony jest wątek nieporozumień miedzy kobietami i mężczyznami 
  • zabawne sceny; początkowy akcent i teksty bohaterki mnie rozbawiły; scena z przekupieniem czekoladkami - mnie też tak łatwo przekupić ^^
  • trochę przypomina mi film "Jak zostać królem?" tylko tu dałabym tytuł "Jak zostać damą?"
  • klimatyczna muzyka, aktorzy śpiewają
  • główna bohaterka grana przez uroczą Audrey Hepburn
  • kostiumy, scena z Ascot szczególnie mnie zachwyciła
  • dekoracje, pomieszczenia; scenografia jest bardzo dokładna, ciekawa, miła dla oka; podobała mi się łazienka i oranżeria 
  • dla fanów starszego kina

 

Wady:
  • czasem wymowa bohaterki drażni, choć w sumie jest to komedia, więc takie wyolbrzymienie jest celowe
  • film jest stary, więc może nie trafić do młodszych pokoleń
  • raczej dla kobiet 




Źródła:
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/zh/5/5a/My_Fair_Lady_Poster.jpg
http://cinemaundressed.files.wordpress.com/2013/05/131.jpg
http://erikagsimon.com/wp-content/uploads/2010/05/my-fair-lady-02-g.jpg
http://1.bp.blogspot.com/-QN9Ay2HWpdA/TyIoeFLfOLI/AAAAAAAAWFk/mKTXn-sgUjI/s400/My_Fair_Lady_368574b.jpg
http://images4.fanpop.com/image/photos/21900000/My-fair-Lady-my-fair-lady-21932092-500-373.jpg
http://digboston.com/wp-content/uploads/2011/04/MyFairSlippers-600x293.jpg
http://www.gonemovies.com/WWW/MyWebFilms/Drama/MyFairMoeder.jpg
http://s3.amazonaws.com/auteurs_production/images/film/my-fair-lady/w448/my-fair-lady.jpg
http://theredlist.fr/media/database/muses/icon/cinematic_men/1960/rex_harrison/02-rex-harrisson-theredlist.jpg
http://www.listal.com/viewimage/1042128
http://2.bp.blogspot.com/-vzV8Zz0RbP8/UcRQJwvBV4I/AAAAAAAABQI/eZJAgjZD88M/s1600/02.jpg
http://mistercomfypants.files.wordpress.com/2011/09/my-fair-lady.png
http://www.movpins.com/big/MV5BMTY0OTg1MjE4MV5BMl5BanBnXkFtZTcwNDE2NDQyNw/still-of-audrey-hepburn-in-my-fair-lady-%281964%29-large-picture.jpg

czwartek, 18 września 2014

5. Wyzwanie inspiracyjne: Farba

W przypadku tego hasła do głowy przychodziły mi różne pomysły: malowanie jedwabiu, farbowanie tkanin, malowanie wzorów na tkaninach itd. Próbowałam już takich rzeczy. Ale co by tu wybrać do projektu?

Pomyślałam, że ... jednak farbowanie tkanin. Wyobraziłam sobie białą, lekko przezroczystą tkaninę i kubek z rozcieńczoną farbą akrylową - błękitną, no może bardziej granatową. Myśląc co dalej miałabym z tymi rzeczami zrobić doznałam olśnienia.


Opis projektu: body z granatowej dzianiny bawełnianej; półprzezroczysta sukienka pofarbowana umocowana do stójki.

Wyszedł mi projekt przypominający strój baleriny, tancerki. Obrys powstał metodą klasyczną, czyli naszkicowałam postać i strój, poprawiłam czarnym mazakiem i zeskanowałam. Całą resztę wykonałam w odpowiednim programie. Trochę się zaskoczyłam jak łatwo radziłam sobie z narzędziami graficznymi. Jak poćwiczę to efekt powinien być dużo lepszy. W końcu to jak ... malowanie pędzlem, tylko jeszcze nie nauczyłam się go dobrze trzymać :) Serio.

Post z serii Wyzwanie inspiracyjne dla projektantów mody

poniedziałek, 15 września 2014

Odpowiadam na pytania Iwakki, czyli o projektowaniu ubioru w moim wydaniu

Na pewno kojarzycie te nominacje Liebster Blog i inne tego typu. Już od dawna w tym nie uczestniczę, bo tak jakoś wyszło. Może mi się nudziły te pytania? Czasem są dosyć nudne i podobne. A szukanie kolejnych osób do nominacji ... cóż znam kilka osób, które chciałabym nominować, ale widzę, że wiele osób już to drażni (ile można odpowiadać i nominować; ja już ze trzy razy się w to bawiłam ;). W tym wypadku stwierdziłam, że pytania od Iwakki są bardzo interesujące i szkoda na nie nie odpowiadać ;) A dotyczą projektowania ubioru.


1. Od czego zaczynasz pracę nad nową kolekcją?
Zwykle najpierw jest jakaś myśl, inspiracja i stopniowo zaczynam sobie wyobrażać strój/kolekcję, czyli krój, tkaniny, kolory, dodatki. Ta część dzieje się w głowie. Potem spisuję sobie informacje i zaczynam szkice. Staram się ułożyć wstępną filozofię kolekcji, aby była spójna. Ale nie zawsze tak jest. Czasem mam już wybraną tkaninę i to do niej wykonuję projekt, a innym razem widzę zarys sylwetki stroju do którego muszę dostosować resztę.

2. Czy zbierasz pomysły, inspiracje w notatniku lub na tablicy?
Tablicy niestety nie posiadam, ale pewnie sobie w przyszłości sprawię. Ułatwiłaby mi projektowanie ;) Na biurku czasem jest za ciasno.
Wszelkie projekty i inspiracje zbieram. Mam kilka zapełnionych całkiem lub mniej zeszytów i ogrom kartek. Te drugie trzymam w wielkim składanym koszu w szafie. Są to głównie stare rysunki z młodości i projekty ze studiów. Lubię do nich co jakiś czas wracać.

3. Miałabyś jakąś radę dla kogoś kto chciałby zostać projektantem mody?
Upór. Ambicja. Cierpliwość. Dużo pracy. Szczęście. Ludzie. To elementy moim zdaniem najważniejsze dla początkującego projektanta. No i miłość do tego zawodu ;)

4. Wybierasz określony temat kolekcji?
W przypadku zadań na studiach musiałam projektować pod temat lub hasło, więc czasem tak robię - jeśli tylko temat mi się podoba :). Ale gdy projektuję bardziej spontanicznie temat kolekcji wychodzi dopiero w dalszych fazach szkicowania.

5. Kiedy projektujesz, robisz to z myślą o konkretnych odbiorcach?
Tak. Czasem widzę młode dziewczyny, nastolatki, ale zwykle to raczej młode kobiety 20-latki, 30-latki nawet. Kobiety, które chcą założyć coś oryginalnego, ale nie bardzo ekstrawaganckiego.

6. Co najbardziej sprawia Ci satysfakcję, projektowanie ubioru czy malowanie obrazów?
Bardzo trudne pytanie ^^ W ostatnich latach tak pokochałam malowanie, że zaczęło konkurować z moją życiową pasją projektowania ubioru ;) A miałam nie malować :D
Na pewno satysfakcję sprawiają mi udane obrazy i widoczne postępy w doskonaleniu mojej techniki. W projektowaniu satysfakcję czuję jak widzę skończony ciuch, jak słyszę, że komuś autentycznie podoba się ten ciuch. Najbardziej satysfakcję sprawiają mi ludzie, którym się podoba mój wyrób, nieważnie czy to obraz czy ubranie.

7. Dlaczego chcesz zostać projektantem mody?
W sumie częściowo już jestem projektantką, ale póki co wolę się określać jako przyszła ;) Dopóki nie stworzę pierwszej samodzielnej kolekcji poczekam z tym stwierdzeniem na serio. Ale wracając do pytania.
Myśl o projektowaniu mody wykształciła się w czasach gimnazjum, gdy moje rysuneczki ubrań potraktowano poważniej niż dotąd i zorganizowano mi ich wystawy. Od tamtej pory bardzo uparcie dążyłam do tego celu. Tak po prostu. Czułam, że to chcę robić, że to kocham, że to moja przyszłość. Wielokrotnie zastanawiałam się nad innymi ścieżkami w życiu i zawsze wracałam do tej jednej - projektowania mody.

8. Gdzie szukasz inspiracji?
Z tym bywa bardzo różnie. Inspiracje mnie otaczają i często nie muszę ich szukać. Same przychodzą nagle do głowy. Bywa, że muszę w nocy wstać z łóżka, zapalić lampę i zanotować i poszkicować w zeszycie. A potem nie mogę zasnąć, bo o tym myślę ;)
A jeśli już wybieram jakąś inspirację to jest to coś co lubię, na czym się choć trochę znam, co mnie fascynuje. Fascynuje mnie np. sylwetka wylansowana przez Diora, japońskie komiksy, historia ubioru, muzyka.

9. Kto jest Twoim mentorem?
Na ten moment ... chyba go nie mam. Podziwiam doświadczenie i wiedzę mojej Pani konstruktorki z uczelni. Podziwiam Panią od historii ubioru i Pana od historii sztuki. I Pana od malarstwa. Nie są moimi mentorami, ale w jakiś sposób wpłynęli na moje postrzeganie świata, sztuki, mody. W przekazywanej przez nich wiedzy czułam jakąś pasję do tych dziedzin i częściowo mi się to udzieliło :) Podziwiam też pewnego kolegę P., za jego bajeczne wizje i wspaniałe wykonania (i pasję ^^). Więc póki co mentora brak ;)

10. Ulubiona książka związana z projektowaniem mody?
Nie mogłam się zdecydować :) Więc podam dwie pozycje.
Historia ubiorów, M. Gutkowska-Rychlewska [określam ją jako biblię mody, kupiłam ją na potrzeby wykładów z historii ubioru i pokochałam; wielka, gruba księga niełatwa do zdobycia, chyba najcenniejsza pozycja na mojej półce]
Moda. Historia mody od XVIII wieku do XX wieku, Kolekcja Instytutu Ubioru w Kioto, Tashen [kolejna gruba księga, ale z ogromną ilością pięknych zdjęć ubrań historycznych]

11. Dlaczego lubisz polar? Zainteresował mnie Twój ostatni post :)
Hmm... Jest tani, miękki, ciepły, elastyczny, ma wiele kolorów. I myślę, że mogę wykorzystać jego potencjał w moich realizacjach. Wiele osób myśli, że polar to tylko odzież sportowa. Ale myślę, że odzież sportowa może być jeszcze bardziej ciekawsza, a polar nada się także na co dzień. Nawet spróbowałabym go zastosować w bardziej eleganckich wydaniach ;) A że wiele osób neguje mój pomysł (w tym znajomi z uczelni, profesor i asystentka) to tym bardziej jestem uparta :D


Trochę się rozpisałam, no ale ciężko byłoby odpowiadać tak/nie, czarny, Dior, zima itd. Czuję, że to nie ostatni raz, gdy odpowiadam na jakieś pytania, więc nie bójcie się pytać ;) Jeszcze raz dziękuję Iwakki za nominację i zapraszam czytelników do odwiedzenia Atelier Iwakki, poznajcie jej projekty i realizacje, przeczytajcie jej historię. Naprawdę warto ;) To bardzo zdolna projektantka :)

niedziela, 14 września 2014

Sztaluga informacyjna

Podsumowanie projektów biżuteryjnych

Na pierwszym roku magisterki przydzielono mnie do dodatkowej pracowni projektowania biżuterii. Cieszyłam się, że nie kazano mi powtarzać pracowni tkaniny artystycznej i zaoferowano coś całkiem nowego. Moim pierwszym tematem było zaprojektowanie i wykonanie biżuterii związanej z uczuciami (dokładnie nie pamiętam tematu). Tak powstał Naszyjnik Wspomnień.


Kontynuowałam to ćwiczenie i wykonałam Naszyjnik useh. Wykorzystałam w nim te same elementy co w powyższym naszyjniku. Jak widać w obu pracach umieściłam zdjęcia. Na zdjęciach tego nie widać, ale naszyjniki dzięki kablom w tunelach można było do woli wyginać i kształtować.


W drugim semestrze się rozkręciłam. Wykorzystałam już wcześniej używane tworzywa czyli kable i organzę. Ale wprowadziłam też nowe elementy, głównie płyty CD. Poniżej macie przykład połączenia wspomnianych elementów.



Jeden projekt nasuwa następny. Może się tak dziać w nieskończoność. Kabel i organza przyczyniły się do powstania bransoletek.



Płyty CD okazały się bardzo ciekawym pomysłem. Zaczęłam je malować farbami i złocić. Połączyłam je z pasmanterią i tkaninami.



Nad kolejnymi naszyjnikami pracowało mi się bardzo miło. Jedynie schnięcie farby było dosyć czasochłonne. Ale efekty końcowe to wynagradzały.









Ostatnie naszyjniki przedstawiłam Wam wczoraj. W sumie to bardziej wisiory, nie dopasowałam do nich żadnych "łańcuszków".



Szyfr z naszyjnika CD wykorzystałam ponownie w zupełnie innej biżuterii. Szukając nowych tworzyw natknęłam się na malutkie płócienko. Aż korciło, aby je pomalować.



Powyższy naszyjnik skierował moje zainteresowanie na płótno malarskie. Udało mi się dostać zagruntowane płótno na potrzeby pewnej makiety. Resztki wykorzystałam do pierścionków. Oczywiście malowanych i współgrających z resztą biżuterii.









Jako uzupełnienie naszyjnika Złota tarcza i organzowej bransoletki powstały dwa poniższe pierścionki. Moje ulubione.



 Na koniec przygody z płótnem wykonałam dwie proste i sztywne bransoletki.




Bardzo miło wspominam pracę nad tymi wszystkimi "błyskotkami". Niestety wiele z nich straciłam bezpowrotnie co zawdzięczam uczelni. Tuż po wystawie końcowej mój wydział zmienił lokalizację, przeprowadził się. Większość studentów nie miała o tym pojęcia i dowiedziała się po fakcie. A mądra uczelnia zamiast powiadomić studentów o przeprowadzce wcześniej zabrała się przewożenie prac sama (była jakaś firma transportowa). Wiele osób, w tym ja, byłoby gotowych samemu odebrać swoje prace, ale oczywiście skąd mieliśmy o tym wiedzieć :/ Nadal nie mogę tego wybaczyć, tym bardziej, że osoby pakujące prace (profesorowie/wykładowcy/asystenci) starali się je zabezpieczyć. Wiem, że moje prace zostały spakowane przez wywiezieniem. I tyle. Nie odzyskałam oprócz jednej pracy malarskiej aż połowy biżuterii: naszyjnika useh, wspomnień, naszyjnika złota tarcza, bransoletek z organzy, naszyjnika z płótnem. Czyli największe elementy "zgubiono", czytaj wywalono gdzieś. Z kolei naszyjniki CD wróciły do mnie posklejane (przy odklejeniu farba zeszła i tyle po ślicznych ozdobach). To boli i denerwuje, bo w pracę nad tym wszystkim włożyłam baaardzo dużo czasu i wysiłku.


Te kilka miesięcy z biżuterią okazało się bardzo twórcze i ciekawe. Nie żałuję tego czasu, bo powstały naprawdę oryginalne prace. W przyszłości pragnę wrócić do tych klimatów i wykonać już bardziej trwałą i wartościową biżuterię.

sobota, 13 września 2014

Koronkowe naszyjniki CD

 
Moją przygodę w pracowni projektowania biżuterii zakończyłam tymi trzema wisiorami. Kolorystycznie nawiązują do reszty mojej biżuterii. Przedstawiam je razem, bo łączy je koronka. Zapraszam do obejrzenia zdjęć.


Poniższy wisior powstał pierwszy. Zainspirował mnie do wykonania innych wersji z koronką.
Opis: płyta CD pomalowana czarną farbą akrylową, naklejona czarna koronka syntetyczna, kwiaty namalowane złotą farbą


Opis drugiego wisiora: płyta CD, złota folia, naklejona czarna koronka syntetyczna


Trzeci wisior: płyta CD, naklejona czarna koronka syntetyczna, tylnia cześć pomalowana czarną farbą



Na zakończenie zdjęcie zbiorcze wszystkich naszyjników wykonanych z płyt CD.