poniedziałek, 3 marca 2014

Jak przygotować wyprawę w plener malarski?

Zima już prawie minęła, na zewnątrz robi się coraz cieplej i powoli czas pomyśleć o wyprawie w plener malarski. Niektórzy z Was pewnie się zastanawiają jak to jest malować w plenerze. Specyficznie. Przedstawiam mój mały poradnik o tym jak zorganizować sobie taką wyprawę i przy okazji nie zwariować :)
W poście zamieściłam także kilka zdjęć z mojego ostatniego pleneru.


Potrzebne rzeczy. W zależności od tego czy chcemy szkicować czy malować pakujemy odpowiednie przybory. Ołówki, gumka chlebowa, węgiel, blok, kartki, żabki, jakaś sztywna podkładka. W przypadku malarstwa jest tego więcej: farby, pędzle, kubeczek lub słoik na wodę (słoik jest cięższy i nie wywraca się tak szybko jak plastikowy kubek), paleta, ściereczka do wycierania, butelka z wodą (chyba, że wiemy o jakimś pobliskim ujęciu wody), płótno, kartony lub kartki (zależy na czym chcemy malować).
Na razie wygląda to niepozornie :) Należy zastanowić się czy będziemy malowali na siedząco i w jakim miejscu. Można wziąć swoją sztalugę. Jeśli zamierzamy siedzieć to może się przydać rozkładane krzesełko wędkarskie. Innym rozwiązaniem jest koc lub ręcznik. W przypadku, gdy nie zamierzamy trzymać kartek na kolanach trzeba pomyśleć o jakimś oparciu dla kartonu czy płótna. Ja wykorzystuję wtedy dużą torbę. Drzewo też jest dobre. 


Wybieramy miejsce tworzenia. Pełna dowolność, ale koniecznie na świeżym powietrzu. Może to być jakiś kościół, stara stodoła, pole, las, park, elementy architektoniczne, fontanna, ulica z budynkami, kadry z fragmentami nieba... Nawet cmentarz. Jeśli zamierzacie zabrać ze sobą dużo rzeczy warto pojechać samochodem. Koniecznie sprawdźcie też prognozę pogody. W razie deszczu z piorunami nie chowajcie się pod drzewami...


Ubierzcie się wygodnie i nie w najlepsze ciuchy. Weźcie jakiś długi rękaw na wypadek chłodu. Nawet w upalny dzień można zmarznąć w cieniu. Jeśli zamierzacie siedzieć w pełnym słońcu, możecie ubrać się częściowo w strój kąpielowy i wziąć balsam do opalania. Naprawdę można poparzyć sobie plecy i kark. Na koniec rzecz najważniejsza: środek na komary i inne owady. W pełni doceniłam to rozwiązanie na ostatnim plenerze. Wystarczy się spryskać co 2-3 godziny.

Inne przydatne rzeczy. Woda do picia, jakaś kanapka, przekąska. Aparat fotograficzny, aby uwiecznić widoki na wypadek poprawek.


Na koniec kilka dodatkowych rad:
-  Pogoda, oświetlenie w plenerze potrafi się szybko zmieniać. Jest na to kilka sposobów: wykonanie zdjęcia malowanego kadru, szybkie malowanie plamami barwnymi, improwizowanie, czy zdanie się na własne odczucia, zdobyte doświadczenie.
- Jeśli okoliczni mieszkańcy podchodzą, gapią się na waszą pracę, nie zasłaniajcie jej (nie uciekajcie ;) Dla obcych jest to zupełna nowość. Warto nawiązać z nimi miłą rozmowę, bo czasem mogą mogą Wam polecić ciekawe miejsca w okolicy, zaproponować dach nad głową w razie deszczu i pomoc np. ze zdobyciem wody do płukania pędzli.


Może się teraz wydawać, że organizacja takiego malowania w plenerze jest tak skomplikowana jak wyprawa na Mount Everest. W końcu trzeba zabrać ze sobą wiele rzeczy i być przygotowanym na każde warunki pogodowe (zwłaszcza daleko od domu). Ale tak to wygląda tylko z pozoru. Im więcej takich wypraw się odbędzie, tym lepiej można się do nich przygotować. I tym mniej się ze sobą bierze sprzętu ^^


Zapraszam do zapoznania się z innymi postami dotyczącymi tego pleneru:


Aktualizacja  31.03.2014
Powyższy wpis możecie znaleźć także na blogu Sklepu plastycznego e-graart

2 komentarze:

  1. Bardzo fajny i przydatny post :) Dużo cennych rad. Przy okazji muszę przyznać, że ślicznie malujesz :)
    Pozdrawiam i zapraszam: http://ktogus.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie :) zapraszam do mnie częściej ;) staram się publikować różnorodne wpisy.
      Chętnie popatrzę na Twojego bloga, już widzę same pyszności ^^ szkoda, że nie mogę zjeść ;p

      Usuń

Dziękuję za poświęcony mi czas i komentarze.
Pozdrawiam Iselle ;)