czwartek, 27 marca 2014

Projektowanie mody: szablon modelki dla początkujących

Jedna z podstawowych spraw w projektowaniu mody to właśnie rysunek stanowiący problem dla większości początkujących. Doskonale pamiętam jak w czasach gimnazjum rysowałam w zeszytach tysiące ubrań bez postaci. Bez wprawy ciężko od razu narysować w miarę proporcjonalną modelkę. Mnie największą trudność sprawiały nogi. Jeśli poradziłam sobie z głową, rękami i dłońmi, to zwykle poległam przy nogach. Całe szczęście zaczęłam kombinować i stopniowo polepszałam swoje rysunki. Jak?


Przydatną rzeczą była Rewia mody, zabawka dość znana za czasów mojej podstawówki. Były to plastikowe płytki z wypukłym konturem modelki i różnych ubrań. Można było do woli dobierać głowy, tors i nogi. Na wierzch kładło się kartkę i za pomocą bocznej części kredki świecowej odrysowywało się kontur postaci. Taki szkic można już było kolorować. W pewnym momencie posunęłam się krok do przodu i na białej kartce za pomocą czarnego cienkopisu odrysowałam szablon modelki bez ubrania. Może się wydawać, że od razu na takim szablonie rysuję. Nic bardziej mylnego. Wybaczcie, ale strasznie mnie denerwują rysunki ubrań na takich wyraźnych szablonach (pod kredkami, piaskami, farbami widoczny jest wyraźny kontur postaci modelki). Było kilka różnych wersji tej zabawki, ja posiadam identyczną jak na zdjęciach poniżej. Czeka teraz bezpiecznie schowana w kartonie na następcę ;)


Źródła:
https://img2.sprzedajemy.pl/540x405_rewia-mody-puzzle-klocki-zabawki-30827472.jpg
https://img2.sprzedajemy.pl/540x405_rewia-mody-puzzle-klocki-zabawki-30827477.jpg
http://img12.tablica.pl/images_tablicapl/87934583_3_644x461_rewia-mody-zabawki.jpg

Ale wracając do szablonu. Gdy na kartce mam już wyraźny kontur postaci nakładam na nią czystą kartkę. Kontur powinien być dobrze widoczny (używam kartek ksero, blok rysunkowy może być za gruby). Jeśli nie jest, to pod kartkę z szablonem podkładam jeszcze białą kartkę. W tym momencie można już zacząć projektować. Nie trzeba przerysowywać całości postaci, a tylko elementy "nieubrane", podczas gdy w innych miejscach od razu szkicuje się wymyślony ciuch. Jeśli ciężej jest dostrzec kontur na spodniej kartce, to można całość przyłożyć do okna, ale jest to wtedy mniej wygodne.

Poniżej jedne z moich początkowych projektów wykonanych na opisanej Rewii mody. Stopniowo coraz bardziej ingerowałam w podstawowe rysunki i dodawałam coraz więcej szczegółów.


No ale jak to bywa, efekt w pewnym momencie przestał mnie zadowalać. Zaczęłam dalej kombinować i tak właśnie powstał ten szablon. Możecie go sobie skopiować i wydrukować. Na pewno ułatwi Wam rysowanie ciuszków. Jest to wersja modelki dla początkujących. Jak już się w to wkręcicie, możecie zmieniać ułożenie rąk, a nawet całą sylwetkę.


Poniżej możecie zobaczyć jak wyglądają już czyste i schludne projekty wykonane na jego podstawie.


Na zakończenie mała uwaga. Nie musicie rysować od razu na kartce A4. Powyższe projekty wykonałam na formacie A5, czyli formacie kartki zwykłego zeszytu i jak widać są w miarę czytelne.


Zapraszam do zapoznania się z innymi postami z tej serii:
Projektowanie mody: modelki nie ma?
Projektowanie mody: nienaturalne szablony modelek

środa, 26 marca 2014

Lubię to?

Taka mała notka ode mnie. Obserwatorów mojego bloga, czytelników zapraszam do polubienia funpage'a bloga. Po lewej stronie jest wysuwane okienko. Czemu o tym wspominam? Na bieżąco publikuję na fb linki do najnowszych postów na blogu (czasem do starszych), dorzucam także swoje komentarze, a czasem tak po prostu coś napiszę. Czasem jest to zapowiedź najbliższego postu, innym razem napomknienie o szykowaniu czegoś specjalnego. 
Wiem, że wiele osób korzysta z Facebook'a jako bazy różnych artystów, firm, stron, blogów i śledzi najnowsze wpisy czy linki. Jeśli więc chcecie być na bieżąco i używacie Fb, gorąco zachęcam do polubienia :)

niedziela, 23 marca 2014

Czarno-białe kompozycje


Na studiach zetknęłam się z bardzo różnorodnymi zajęciami. Nadal pamiętam jak na pierwszym roku musiałam przebrnąć przez zajęcia z Kompozycji. Mam tu na myśli kompozycje bardziej graficzne, ćwiczenia dotyczące ... hmm... układania kółka i kresek w kwadracie. 


Dokładnych wytycznych w tym momencie nie pamiętam. Musiałam wymyślić 6 (potem doszły do tych podstawowych sześciu jeszcze 3 zupełnie inne) kompozycji, każda musiała spełniać pewne wymagania np. być symetryczna, zamknięta, otwarta. I każda musiała się składać z koła, linii pionowych, linii poziomych (prawie każda, im dalej tym większe modyfikacje). Gdy już wymyśliłam pierwszą, kolejne następne musiały się składać z dokładnie tych samych elementów, w takiej samej ilości. Niby nie powinnam z tym mieć większego problemu, ale długo męczyłam się konsultacjami zanim mi wszystko zatwierdzono. Potem musiałam wydrukować wszystkie kompozycje na planszach.


Technika wykonania była w tym ćwiczeniu dowolna. Ważne było, aby były wykonane czysto i dokładnie co przy np. malowaniu farbami czy wycinaniu papieru było dosyć trudne. Część osób wykonywała to zadanie metodami tradycyjnymi, część na komputerze. I tu się kłania znajomość programu Photoshop. Wyobraźcie sobie: kilkadziesiąt osób, połowa z nich próbuje wykonać ćwiczenie w programie graficznym i tylko kilka jednostek posiada owy program i umiejętności jego obsługi. A żeby było śmieszniej: obsługi tego programu mieliśmy się uczyć na kolejnym roku.


Tak więc studenci pomagali sobie nawzajem jak szło, przekazywali pliki dalej i siedzieli na korytarzach z laptopami i tłumaczyli o co chodzi z tymi warstwami. Przyznam się, że po wykonaniu tych kompozycji nadal nie bardzo czaiłam podstawową obsługę Photoshopa. Ale potem trochę sama się nim zaczęłam bawić i jak przyszło co do czego, czyli zajęcia z Mediów elektronicznych to nudziłam się na większości z nich.


No cóż. Taki program studiów, gdzie nauka programów komputerowych przychodzi później niż jest potrzebna, a filozofię wciska się na ostatni semestr studiów magisterskich. Powiedźcie mi - po co?

wtorek, 18 marca 2014

Neutralny naszyjnik CD


Rozwijając serię naszyjników CD otrzymałam od asystentki profesora (prowadzącej konsultacje) sugestię, aby do owej serii zrobić dodatkowy, neutralny naszyjnik. To znaczy bez ozdobników. 

środa, 12 marca 2014

Malowanie dla bardzo początkujących - przybory

Przybory do malowania niestety kosztują sporo pieniędzy. Jest to duży wydatek zwłaszcza na początku naszej przygody, gdy jeszcze nie wiemy co nam się przyda a co nie. Czasem też nie wiemy, czy polubimy malowanie, czy po pierwszej próbie przybory trafią na dno szafy. Mnie samej wiele miesięcy zajęło określenie ile kolorów farb i jak dużych tubek potrzebuję, jakie grubości pędzla mi najbardziej odpowiadają i jaki podkład jest dla mnie najlepszy. Przedstawiam krótki poradnik jak malować przy użyciu jak najmniejszej ilości sprzętu. Jest to rozwiązanie dla tych, którzy nie wiedzą czy pokochają to zajęcie.

Źródło:
http://i.pinger.pl/pgr190/69bb04430019656b52ea0a92

Farby: tempery lub akryle - podobno na początek lepsze są tempery, są też tańsze od akryli, akryle z kolei lepiej kryją i są trwalsze. Malowałam jednymi i drugimi, wolę jednak akryle. Małe tubki ok. 100 ml będą wystarczające.
Ile ich potrzebujemy? tubka czerwieni, tubka błękitu i tubka żółci - kolory podstawowe. Ważne aby były to czyste odcienie, a nie np. karmin czy jakiś granat. Potrzebna będzie jeszcze czwarta tubka - biel. Teoretycznie z tych 4 kolorów powinniście być w stanie umieszać wszystko. Praktycznie jest tak, że aby uzyskać więcej odcieni musicie mieć jeszcze inne kolory czy odcienie kolorów podstawowych, ale tym nie musicie sobie teraz zawracać głowy. Powyżej macie kolory podstawowe. Wasze farby powinny być jak najbardziej do nich zbliżone. Jeśli trzeba to wydrukujcie sobie i z taką kartką porównujcie farby w sklepie. Wybierzcie tańsze farby. Niektóre firmy kosztują poniżej 10zł za tubkę. Na zdjęciu na dole mam moje farby, jakościowo świetne, ale już niestety droższe, bo po kilkanaście zł.


Pędzle. Upartemu starczy i jeden, ale lepiej żeby był średniej grubości od 10 do16. Jeśli to za mało, kupcie trzy: mniejszy do szczegółów, średni do ogółu i większy do tła. Najlepsze będą te najtańsze z jasnym włosiem płaskie lub okrągłe (np. okrągły mały, płaskie większe).


Paleta: kawałek tektury, starego kartonu, czy jakiegoś niepotrzebnego opakowania.
Kubeczek plastikowy lub słoik na wodę; szmatka do wycierania pędzli.


Brystol biały: bez różnicy jaki duży. Jeśli kupicie duży arkusz 100x70 lub ten mniejszy format można go bez problemu przeciąć na pół i malować na mniejszym. Starajcie się jednak, aby format kartki był większy niż format dużego bloku A3 - na małej kartce będzie ciężko Wam się rozmalować i będzie mniej frajdy.


Nie potrzebujecie na razie sztalugi, wystarczy stół lub podłoga. Wcześniej rozłóżcie gazety i przebieżcie się w gorsze ciuchy. Teraz wystarczy wybrać temat pracy. Zwykle jest to jakaś martwa natura, ale wiem, że dla początkujących jest ona po prostu nudna. Uzbierajcie sobie kilka przedmiotów, które Wam się po prostu podobają i ustawcie w jakimś oddalonym miejscu. Jak ustawić taką kompozycję opisywałam w poście Jak ułożyć własną martwą naturę?

I malujcie :) Może będzie to z początku wyglądało strasznie, może wyjdzie Wam krzywo, nierealistycznie. Tak naprawdę to Wasze indywidualne dzieło. Nie musicie naśladować wielkich mistrzów. Malowanie to bardzo czasochłonna sztuka, wymaga wiele praktyki i zrozumiałe, że początki są trudne. Może polubicie to już przy pierwszym obrazku może przy dwudziestym.

Opiszę mój przypadek: od dzieciństwa wmawiałam sobie, że nie znoszę malować, że mi nie wychodzi, że rysowanie ołówkiem jest dla mnie lepsze. Idąc na studia artystyczne zostałam "zmuszona" do ćwiczenia malarstwa na zajęciach. I co się okazało? Po kilku miesiącach zaczęło mi to wychodzić coraz lepiej. Zmieniłam swoje nastawienie do farb i wręcz je pokochałam. I wiem, co zmieniło moje nastawienie. Profesjonalny sprzęt. Nie zwykłe najtańsze farbki plakatowe i cienkie plastikowe pędzelki z marnym włosiem, a farby temperowe i akrylowe, solidniejsze pędzle, dzięki którym praca wyglądała ładniej i przyjemniej się pracowało. Odkryłam, że nakładanie kilku warstw farby daje lepsze efekty niż jedna właściwa, że mogę w nieskończoność poprawiać obrazek. Nigdy nie będę świetną i znaną artystką, ale zdradzę pewien sekret: malowanie to sama przyjemność ^^   


Przydatne posty:

wtorek, 11 marca 2014

Osa znów się kąpie

I znowu wracam do starej pracy, której nie miałam okazji jeszcze należycie przedstawić. Zachęcam do zapoznania się z etapami powstawania w poście Osa w kąpieli. Jest to jedna z najlepszych moich prac w ostatnich latach, także ze względu na przedstawienie tkanin (chociaż jedną z nich potem potraktowałam czarnymi paskami :/).

Dane techniczne: zagruntowany karton, wymiary 100x70, akryle.

czwartek, 6 marca 2014

Logo - premiera

Wiele czasu spędziłam zastanawiając się jak powinno wyglądać moje logo. Pomysłów było naprawdę wiele, nie mogłam spać po nocach. I w końcu się udało. Czas na oficjalną premierę. Mam nadzieję, że obie poniższe wersje będą mi służyć przez wiele lat.


Otwarcie ujawniłam w logo swoje imię i nazwisko. To znak, że szykuje się coś więcej. To dopiero początek mojego planu i mam nadzieję, że w nim wytrwam. Chcę zrealizować pewne marzenie ;)

Wiosenna ...gitara?

Jeszcze troszkę i przyjdzie wiosna :) Aby wprowadzić się bardziej w cieplejszy klimat przypomnę pewną pracę malarską z zeszłego roku. Opisałam jej etapy powstania w poście Wiosenna martwa natura. Przed wyprowadzką nadrobiłam fotografowanie starszych prac i teraz pora na przedstawienie ostatecznej wersji. Z ciekawostek: folder z jej zdjęciami nazwałam zielona lira. Centralny element pracy kojarzy mi się z lirą, gitarą. Jeśli chodzi o dane techniczne to za jest to zagruntowany podkład, wymiary 100x70, akryle. To pierwsza praca, w której wykorzystałam szpachelkę (pomarańczowy obrus, zielone koronki na brązie, nie jestem pewna kijka na środku i żółtej szmatki :/).

środa, 5 marca 2014

Zabawa modą 7

Dosyć stary projekt. Pamiętam, że pokazywałam go na rozmowie wstępnej na studia. Bardziej kostium niż ubiór użytkowy.

poniedziałek, 3 marca 2014

Jak przygotować wyprawę w plener malarski?

Zima już prawie minęła, na zewnątrz robi się coraz cieplej i powoli czas pomyśleć o wyprawie w plener malarski. Niektórzy z Was pewnie się zastanawiają jak to jest malować w plenerze. Specyficznie. Przedstawiam mój mały poradnik o tym jak zorganizować sobie taką wyprawę i przy okazji nie zwariować :)
W poście zamieściłam także kilka zdjęć z mojego ostatniego pleneru.


Potrzebne rzeczy. W zależności od tego czy chcemy szkicować czy malować pakujemy odpowiednie przybory. Ołówki, gumka chlebowa, węgiel, blok, kartki, żabki, jakaś sztywna podkładka. W przypadku malarstwa jest tego więcej: farby, pędzle, kubeczek lub słoik na wodę (słoik jest cięższy i nie wywraca się tak szybko jak plastikowy kubek), paleta, ściereczka do wycierania, butelka z wodą (chyba, że wiemy o jakimś pobliskim ujęciu wody), płótno, kartony lub kartki (zależy na czym chcemy malować).
Na razie wygląda to niepozornie :) Należy zastanowić się czy będziemy malowali na siedząco i w jakim miejscu. Można wziąć swoją sztalugę. Jeśli zamierzamy siedzieć to może się przydać rozkładane krzesełko wędkarskie. Innym rozwiązaniem jest koc lub ręcznik. W przypadku, gdy nie zamierzamy trzymać kartek na kolanach trzeba pomyśleć o jakimś oparciu dla kartonu czy płótna. Ja wykorzystuję wtedy dużą torbę. Drzewo też jest dobre. 


Wybieramy miejsce tworzenia. Pełna dowolność, ale koniecznie na świeżym powietrzu. Może to być jakiś kościół, stara stodoła, pole, las, park, elementy architektoniczne, fontanna, ulica z budynkami, kadry z fragmentami nieba... Nawet cmentarz. Jeśli zamierzacie zabrać ze sobą dużo rzeczy warto pojechać samochodem. Koniecznie sprawdźcie też prognozę pogody. W razie deszczu z piorunami nie chowajcie się pod drzewami...


Ubierzcie się wygodnie i nie w najlepsze ciuchy. Weźcie jakiś długi rękaw na wypadek chłodu. Nawet w upalny dzień można zmarznąć w cieniu. Jeśli zamierzacie siedzieć w pełnym słońcu, możecie ubrać się częściowo w strój kąpielowy i wziąć balsam do opalania. Naprawdę można poparzyć sobie plecy i kark. Na koniec rzecz najważniejsza: środek na komary i inne owady. W pełni doceniłam to rozwiązanie na ostatnim plenerze. Wystarczy się spryskać co 2-3 godziny.

Inne przydatne rzeczy. Woda do picia, jakaś kanapka, przekąska. Aparat fotograficzny, aby uwiecznić widoki na wypadek poprawek.


Na koniec kilka dodatkowych rad:
-  Pogoda, oświetlenie w plenerze potrafi się szybko zmieniać. Jest na to kilka sposobów: wykonanie zdjęcia malowanego kadru, szybkie malowanie plamami barwnymi, improwizowanie, czy zdanie się na własne odczucia, zdobyte doświadczenie.
- Jeśli okoliczni mieszkańcy podchodzą, gapią się na waszą pracę, nie zasłaniajcie jej (nie uciekajcie ;) Dla obcych jest to zupełna nowość. Warto nawiązać z nimi miłą rozmowę, bo czasem mogą mogą Wam polecić ciekawe miejsca w okolicy, zaproponować dach nad głową w razie deszczu i pomoc np. ze zdobyciem wody do płukania pędzli.


Może się teraz wydawać, że organizacja takiego malowania w plenerze jest tak skomplikowana jak wyprawa na Mount Everest. W końcu trzeba zabrać ze sobą wiele rzeczy i być przygotowanym na każde warunki pogodowe (zwłaszcza daleko od domu). Ale tak to wygląda tylko z pozoru. Im więcej takich wypraw się odbędzie, tym lepiej można się do nich przygotować. I tym mniej się ze sobą bierze sprzętu ^^


Zapraszam do zapoznania się z innymi postami dotyczącymi tego pleneru:


Aktualizacja  31.03.2014
Powyższy wpis możecie znaleźć także na blogu Sklepu plastycznego e-graart