środa, 30 października 2013

Ah, te akty 7 koniec


W tym momencie mogę oznajmić, że zakończyłam publikowanie szkiców. Nie mogłam się doczekać końca, pewnie wielu z Was także (ile można tego oglądać ;). Oczywiście jeśli w między czasie stworzę coś nowego w tym stylu to od razu się biorę za skanowanie i zdjęcia ^^

wtorek, 29 października 2013

Plener malarski: gospodarstwo na wzgórzu

Jak się przekonałam na ostatnim plenerze pola są dość łatwe do malowania. A wcześniej unikałam ich jak ognia. Niepotrzebnie.


Powyższy kadr "chodzi" za mną już od pierwszego pleneru. Tylko wtedy wykonałam go jako szybki szkic ołówkowy. Nie wiem co mnie dokładnie pchnęło, aby ponownie do niego wrócić. Bez większych wstępów przedstawiam zdjęcia. Jak zwykle obraz powstał dość szybko, więc nie mam ich za dużo.


Jedyne poprawki jakie miałam wprowadzić dotyczyły dolnej części pracy. Uważam ją za bardzo udaną. Na żywo kolory wyglądają znacznie lepiej niż na zdjęciu poniżej. Niebawem przedstawię post z wystawy plenerowej z innym zdjęciem tej pracy.


Zapraszam do zapoznania się z innymi postami dotyczącymi tego pleneru:

poniedziałek, 28 października 2013

Jak powstawała kolekcja Yellow-violet? Projektowanie

Na przełomie maja i czerwca dowiedziałam się o konkursie dla projektantów mody Heart Fashion (temat Glam Street). Do 15 czerwca miałam przygotować osiem projektów wraz z próbkami materiałów i przesłać do organizatora. Miałam już pewne pomysły, więc zaczęłam szkicować.

Początkowo zamierzałam wykorzystać tylko dwie tkaniny polarowe: fioletową i żółtą. Potem zmieniłam zdanie i wprowadziłam dżersej w tych samych kolorach. W poście Prototyp Yellow-violet opisałam strój zaliczeniowy, który zainspirował mnie do stworzenia tej kolekcji. Poniżej pierwotny projekt.


Projektowanie kolekcji zajęło mi kilkanaście dni. Za każdym podejściem zmieniałam fragmenty szkiców lub tworzyłam zupełnie nowe wersje. Starałam się, aby się nie powtarzały i wnosiły coś innego do całości. Z perspektywy czasu sądzę, że ostateczna kolekcja mogła być lepsza. Niestety nie byłam wtedy pewna co będę w stanie sama uszyć.


Moje robocze i najbardziej prywatne projekty (zwykle nie pokazuję ich na konsultacjach) są opatrzone w mnóstwo opisów i uwag. Nie każdy zamysł da się łatwo przedstawić za pomocą rysunku, więc te teksty są dosyć przydatne. Po długim czasie mogę zajrzeć w stare projekty i od razu wiem co miałam na myśli.


Nowością było dla mnie projektowanie strojów męskich. To ich się najbardziej obawiałam, ale całe szczęście poradziłam sobie z nimi całkiem dobrze. Starałam się stworzyć stroje proste w kroju i uszyciu. Dominantą w kolekcji miała być przede wszystkim kolorystyka.
Poniżej jedne z ostatnich szkiców przed narysowaniem ich na czysto. Rozkładałam takie kartki obok siebie i analizowałam kolekcję całościowo.


I jeszcze kilka szkiców strojów męskich. Pewnie rozczarowałam właśnie wielu  młodych ludzi marzących o projektowaniu mody ;) Projekty zwykle nie wyglądają jak śliczne obrazki do powieszenia na ścianę. Oczywiście projektanci rysują w różny sposób, ale często są to takie bazgroły opatrzone uwagami.


Czas na wersje ostateczne, które zgłosiłam na konkurs: cztery zestawy męskie i cztery kobiece. Dodatki uległy zmianie w późniejszych etapach.


Szczegóły tych szkiców wyjaśnię już wkrótce. Na zakończenie opis kolekcji. Napisałam go jakiś czas przed galą finałową. Miał być odczytany przed pokazem. W praktyce przeczytano tylko jego część. Przedstawia "filozofię kolekcji" (na ogół wymyśla się ją do projektów ;). Skonstruowałam ją na podstawie moich doświadczeń z zajęć projektowania ubioru i pisania opisu kolekcji licencjackiej.

   Yellow-violet to kolekcja sportowa przeznaczona dla młodzieży i dla młodych dorosłych – kobiet i mężczyzn.
   Poszczególne ubrania można łączyć z innymi w dowolny sposób tworząc nowe zestawy. Dodatkowo możliwe jest ubranie tyłem na przód, a niektóre stroje mogą nosić zarówno mężczyźni, jak i kobiety.
   Kolekcję cechuje prosty, minimalistyczny krój. Są to koszulki i bluzy, z rękawami różnej długości lub bez, czasem uszyte z dwóch kawałków tkaniny. Przeważnie są zestawione z prostymi spodniami na gumie o  różnej długości. Oprócz tego pojawia się sukienka i spódniczka.
   W ubraniach nie zastosowano żadnych zaszewek, są luźne, wygodne i niekrępujące ruchów. Użyto tylko dwóch typów elastycznych tkanin: dżerseju i polaru, a jeśli weźmie się pod uwagę kolory tkanin, łącznie wykorzystano ich cztery.
   Kolorystyka opiera się na kontraście żółty-fioletowy, który pojawia się w wielu elementach strojów. To najważniejsza cecha kolekcji.
   W poszczególnych ubraniach wykorzystano zamek błyskawiczny naszyty na tkaninę w kolorze kontrastującym do materiału. Pełni on funkcję praktyczną i dekoracyjną.
   W koszulkach i bluzie w szwy na rękawach i plecach wszyto złożone paski tkaniny, które również kontrastują kolorem.
   Ten sam zabieg można zaobserwować w kołnierzu i kapturze. Ich wnętrze jest podszyte fioletowym dżersejem.
   Także większość spodni posiada kieszenie w kolorach kontrastujących do całości spodni. W przypadku jednych z nich zastosowano kieszenie dwukolorowe.
   Dodatkiem do kolekcji jest biżuteria składająca się z metalowych łańcuchów, stalowych i złotych, w większości kupionych na metry w sklepie budowlanym. Są to głównie naszyjniki oraz bransoleta. Pojawiają się również złote kolczyki i sznur pereł.



Powiązane posty:
Jak powstawała kolekcja Yellow-violet? Półfinałowe projekty 
Jak powstawała kolekcja Yellow-violet? Finałowe projekty 
Prototyp Yellow-violet
Heart Fashion 2013 z punktu widzenia Iselle

niedziela, 27 października 2013

Gdzie są moje prace?

Znowu muszę się poskarżyć. Znowu na uczelnię. I pomyśleć, że dawniej ją pozytywnie reklamowałam. Cóż, czasy się zmieniają i moja opinia również. A co się stało? Po przeprowadzce pogubiono prace. Słyszę, że nie jestem jedyna. Dotychczas nie odnalazłam jednej pracy malarskiej. A niedługo potem okazało się, że nie ma połowy moich wyrobów biżuteryjnych. Tej lepszej połowy. Co ciekawe nie pogubiły się małe pierścionki, a głównie spore naszyjniki i bransolety. Wiem tyle, że były spakowane i dotarły na uczelnię. A mogli przecież tego łatwo uniknąć. Jest grono studentów, którzy przyjechaliby osobiście odebrać je jeszcze przed przeprowadzką w wakacje. Ale oczywiście nikogo nie poinformowali o przeprowadzce wcześniej (a nawet jeśli to zrobili to pominęli starostów). Dopiero po fakcie dostałam maila i odpowiedź na moje pytanie, które zadałam: prace będą do odbioru na początku roku w głównym budynku uczelni. Obeszłam wszystkie możliwe sale  i na razie ani śladu. Obiecano mi, że poszukiwania nadal będą trwały.

To przykre.

PS. Cieszę się, że udało mi się wcześniej sporządzić jakąś dokumentację zdjęciową tych prac. Zawsze coś mi zostało...

wtorek, 22 października 2013

Ah, te akty 6

Jak na złość tej jesieni ciągle mi coś dolega i to non stop. Jak jedno się skończy to zaczyna się drugie i męczy przez dłuższy czas. Wstaję i już jestem wykończona :/ Niech to wszystko przejdzie, bo nawet na uczelnię nie chce mi się chodzić. Nie mówiąc już o przygotowywaniu postów. Stwierdziłam, że zamknę najpierw te tematy, które rozpoczęłam i dopiero ruszę z nowymi. 


Ah, i mam nowe wieści w związku ze zmianą moich pracowni studenckich. Pracownie malarsko-rysunkowe: było 5, w tej chwili są 3. Nieporównywalnie małe, brak okien, a jak już są to za dużo światła nie wnoszą do środka. Oświetlenie sztuczne nie poprawia sytuacji. Brakuje starych krzesełek na których można by usiąść podczas malowania, zlew jest w pracowni obok. Póki co jest też sterylnie czysto. Mam nadzieję, że to się zmieni. Mogli chociaż sztalugi ponaprawiać skoro dostaliśmy nowe pracownie :/ Swobodny dostęp do wszelkich sal poza zajęciami został poważnie ograniczony. Wcześniej wszyscy się znali i nawet nie potrzeba było zostawiać legitymacji. Jeśli chodzi o pracownię ubioru to jest jeszcze śmieszniej. Jedna salka, a w niej: duży stół krojczy, stanowiska z czterema maszynami, jakiś stół z krzesełkami plus szafy, manekiny, plansze itp. Było by znośnie, ale w owej salce mają się jeszcze odbywać konsultacje z projektowania ubioru, czyli: pan profesor, jego asystentka, pani konstruktorka i pani krawcowa. Doliczyć jeszcze hałas maszyn i obecność ok. 10 studentów i nie ma się gdzie przesunąć. Dlatego konsultacje prowadzimy ... na korytarzu.

czwartek, 17 października 2013

Pierścionek z płatkami wersja druga


Weszłam w posiadanie nowej komórki z lepszym aparatem, więc zdjęcia z uczelni będą już znacznie lepszej jakości. Powoli zbieram nowe tematy do projektów. Mogę zdradzić, że będę szyła w tym semestrze sukienki dla małych kobietek i rekonstruowała jakiś ubiór (bardziej element) historyczny. Tyle wiem na pewno :) Makiet już nie muszę wykonywać (całe szczęście). Trochę kosztowało ich tworzenie.


Kontynuacja biżuterii z płótna i organzy. Poprzedni model pierścionka znajduje się w poście Pierścionek z płatkami wersja pierwsza. Nawiązania można też znaleźć w organzowej bransoletce, a także naszyjniku złota tarcza.

wtorek, 15 października 2013

Czy artyści mają uszkodzone mózgi?


Kontynuując wątki z postu Mity(cznie) o artystach, poruszę temat talentu artysty. Czy się z nim rodzi? Czy go nabywa pod wpływem wielu ćwiczeń? Czy może zdobywa w inny sposób?

Kilka miesięcy temu oglądałam w telewizji program o ludziach wybitnie uzdolnionych artystycznie, którzy nabyli swoje umiejętności po przeżyciu jakiegoś wypadku lub wstrząsu. Lekarze dowodzili, że przez uraz mózgu można obudzić u siebie niezwykłe jak dla przeciętnego człowieka zdolności postrzegania świata, które tkwią w głowie każdego człowieka (nie od dzisiaj wiadomo, że wykorzystujemy tylko niewielki procent naszego umysłu). Czyli wystarczy jakieś uszkodzenie, ubytek w mózgu i zaczyna on pracować inaczej, dochodzą do głosu inne jego części, dotąd nieużywane.

W każdym razie nieco mnie rozbawiło, że mogę być „uszkodzonym modelem”. Towarzyszący mi wtedy Młody musiał zażartować, że wszystko sprowadza się do grzejnika. Już wyjaśniam o co mu chodziło. W dzieciństwie rozcięłam sobie czoło na grzejniku. W sumie to w niego walnęłam głową, tak z rozpędu ^^ Do dzisiaj mam nieźle widoczną bliznę. Co prawda nie jest to błyskawica jak u Harrego Pottera, ale bywałam już do niego porównywana ^^ Nie pamiętam czy przed wypadkiem miałam zamiłowania artystyczne, ale nie sądzę abym je nabyła tym doświadczeniem. I nie uważam się za wybitnie zdolną. Raczej przeciętnie.

Wracając do filmu, autorzy chcieli powiedzieć, że każdy z nas ma taki sam zasób możliwości umysłowych (które przekładają się też na możliwości fizyczne – malowanie pędzlem to przecież czynność fizyczna). Jeśli poobserwujemy przypadki znanych artystów w historii zauważymy, że borykali się z problemami umysłowymi, fobiami. Przykład Edwarda Muncha, autora obrazu „Krzyk”. Od dzieciństwa nękały go koszmary, śmierć bliskich, potem alkoholizm i choroba umysłowa. Jego obrazy przepojone są dynamiką, ruchem, motywem lęku, śmierci. Sądzę, że wstrząsy w jego dzieciństwie mogły to tego doprowadzić. W pewnym momencie życia przeszedł załamanie nerwowe, ale po tym jego obrazy już nigdy nie były takie same. Stały się jaśniejsze, żywsze, weselsze. Nie bez powodu uważa się, że wybitni artyści byli szaleńcami.

W filmie poruszano przypadki ludzi niezwiązanymi ze sztuką aż do momentu wstrząsu. Nie znali się na sztuce, nie malowali, nie pisali wierszy, zajmowali się zupełnie innymi zawodami z kręgu prac budowlanych czy medycyny. Po przeżyciu urazu mózgu (uszkodzenie w wypadku lub wylew) zaczynali wręcz maniakalnie malować lub pisać.

Ciężko mi było w to uwierzyć, ale logika podpowiada mi, że to możliwe. Ciekawa jestem ilu wielkich twórców "obudziło" swoje zdolności w taki sposób.

poniedziałek, 7 października 2013

Prototyp Yellow-violet


I co sądzicie o mojej kolekcji konkursowej? Mam nadzieję, że kogoś zaciekawiła ;) Zamierzam dalej iść w podobnym kierunku i może za kilka miesięcy zobaczycie metki... Ale najpierw czeka mnie zakup kolejnej maszyny. Oby szybko, bo mam dużą chęć by zacząć działać ;)


W zeszłym semestrze zaczęłam przejawiać dość silną fascynację tkaninami polarowymi i kolorem żółtym. Odbiło się to dość mocno na moich projektach. Już pierwsze nawiązania można zobaczyć w projektach, które przedstawiałam w postach Yellow is cool oraz Body - podejście drugie. Użyłam tam wściekle żółtego dżerseju i polaru, które wkrótce stały się moim oczkiem w głowie ^^ W drugim semestrze otrzymałam ćwiczenie, w którym miałam stworzyć kolekcję: z różnych tkanin, ale w podobnych odcieniach (np. w błękitach) albo z dwóch tych samych tkanin, ale w kontrastujących kolorach. Zaczęłam gromadzić próbki tkanin. Możecie je obejrzeć w poście Polowanie na tkaniny. Początkowo byłam nastawiona na kolekcję w błękitach, ale ku mojemu zdumieniu projekty w kolorach kontrastujących okazały się lepsze. Została podjęta decyzja: wykonam strój z żółtego i fioletowego polaru.


Konkretny projekt został zatwierdzony dość szybko, bo jakoś na początku maja, więc miałam sporo czasu na realizację i zdjęcia. Z początku planowałam zadzwonić do mojej ulubionej krawcowej i jej zlecić uszycie ciucha - w końcu ma lepszy sprzęt i umiejętności. Ale coś mnie tknęło. Czemu nie spróbować? Jeśli nie teraz to kiedy zdobędę doświadczenie? Decyzja okazała się jak najbardziej słuszna ^^


Zaczęłam od dokładnego przeanalizowania projektu. Gdy podejmuję się nowych zadań staram się przemyśleć wszystko w najdrobniejszych szczegółach (choć czasem analizuję to za długo). Rozpisałam sobie wszystkie czynności w kolejności chronologicznej. Przy kolejnych projektach zaczęłam strasznie doceniać tę metodę. Przede wszystkim zmuszała do działania, a nie bezczynnego siedzenia. Gdy wykonałam już jakąś czynność, skreślałam ją z listy.


Następnie rozrysowałam projekt roboczy i zaczęłam ustalać prawdopodobne wymiary stroju. Mierzyłam na sobie i zastanawiałam się, które długości będą lepsze. I przystąpiłam do wykonania szablonu. Strasznie się martwiłam czy dam radę. Przejrzałam wiele stron w internecie w poszukiwaniu najlepszego sposobu na wykonanie reglana. Ostatecznie i tak musiałam działać trochę instynktownie, bo pogubiłam się w instrukcjach. Zdecydowałam się wykroić górną część stroju z surówki, zszyć i sprawdzić jak leży. Zbyt wiele mi to nie dało, bo surówka elastyczna nie jest. Polar już tak. Mimo to jakoś dałam radę i wprowadziłam małe poprawki do szablonu przy rękawach. Zmartwiło mnie jednak, że wyszedł mi zbyt duży podkrój przy szyi. Planowałam zrobić wąski kołnierz typu golf lub stójka. Cóż, wyszedł spory komin, ale udało mi się sprzedać tę opcję na konsultacjach ;)


W trakcie szycia bluzy odkryłam możliwość wszycia innego koloru zamka. Wcześniej na wszelki wypadek zaopatrzyłam się w jego dwa kolory. Ale niestety żółty zamek nie był w kolorze pasującym do tkaniny (innego w takim odcieniu i długości nie mieli). Wyróżniał się zbytnio. Druga opcja zakładała użycie fioletowego zamka, ale w tym wypadku musiałabym go inaczej wyeksponować. Chyba ktoś rzucił luźną propozycję naszycia go na tkaninę, którą potem wykorzystałam. Choć asystentka profesora nie była przekonana do żadnej z tych opcji (najlepiej kryty, a nie długi rozdzielny) profesor miał decydujące zdanie. Fiolet zwyciężył :D Mogłam z czystym sumieniem wrócić do szycia.


Całość szyłam w mieszkaniu zastępując ścieg overlokowy zygzakiem. Kołnierz (proszę nie śmiejcie się ^^) wykonałam z kilku kawałków pasków i nie dopasowałam go do linii podkroju szyi, choć i tak wygląda nieźle. Nowym doświadczeniem było podszycie go na lewej stronie. Fioletowe pliski to złożone na pół paski polaru. Wszywanie ich do kołnierza okazało się stosunkowo łatwe (nie spodziewałam się). Ale wszywanie ich pod pachami... Masakra. Stykały się tam cztery fragmenty tkaniny (dwa od rękawa, tył, przód bluzy). I pomiędzy nie musiałam wpakować plisy wzdłuż tułowia i wzdłuż wewnętrznej linii rękawów. Moja maszyna ledwie zmieściła pod stópką tych kilka warstw, a i czasem musiałam się posiłkować szyciem ręcznym. Ale już wiem na przyszłość jak to wygląda. Zamek błyskawiczny naszyłam na polar. Popełniłam tu błąd. Szyłam fioletową nicią, aby na zamku nie było jej widać. Niestety wewnątrz już było zwłaszcza, gdy odchylało się kołnierz. Cieszę się jednak z tego błędu, bo dzięki temu zapamiętam to do końca życia ;) Nie prułam tej nici, ale musiałam jeszcze raz przeszyć ten zamek, żeby lepiej przylegał do polaru. W tym wypadku zrobiłam to z górną fioletową nicią i dolną żółtą. Uszycie spodenek było już łatwizną.


Ten konkretny projekt zmobilizował mnie do szycia, które pozytywnie mnie zaskoczyło (diabeł nie okazał się taki straszny jak sądziłam ;). Wcześniejsze mniej udane próby mnie do tego zniechęciły, ale była to też kwestia nie posiadania własnej maszyny.
Niewielkie doświadczenia z tego projektu popchnęły mnie do podjęcia wyzwania i zgłoszenia się do konkursu. Żółto-fioletowy ciuch stał się moją inspiracją. Od razu założyłam, że uszyję wszystko sama i udowodnię sobie, że jak chcę to potrafię. Choć mój tata kilka razy się pytał czemu nie dam tego krawcowej do szycia (były przecież wakacje, a ja ślęczałam przy maszynie), odpowiadałam: nie miałabym z tego zabawy ^^. Nie żałuję.


Jeszcze troszkę o stroju: jest niesamowicie cieplutki, miękki i przyjemny w noszeniu. Tkanina jest w pewnym stopniu elastyczna i nie pruje się nawet jeśli pozostanie nieobszyta. Tu oczywiście jest zygzak;) Zamek oryginalnie znajdował się na tyle bluzy, ale można ją nosić tyłem na przód.
Opinie innych ludzi: jedni narzekają na jaskrawy kolor, innym z kolei się bardzo podoba, szczególnie panom. Niektórzy byli zainteresowani taką odzieżą sportową.


Podczas sesji zdjęciowej strój został przetestowany "w ruchu" (a właściwie w skokach ;) przez uroczą modelkę. Dziękuję Ci, Magdo ;)

Powiązany post:
Jak powstawała kolekcja Yellow-violet? Projektowanie