czwartek, 12 września 2013

Plener malarski: drzewa przy plebani

Z ponad połowy moich plenerowych prac nie byłam zadowolona. Całe szczęście potem się "rozmalowałam" i powstało parę perełek. Czas na pierwszą z nich.


Jak się okazało najlepszym dla mnie tematem w plenerze były drzewa i pola (w kolejnych postach). Mogłam się wyżyć ile dało przy mieszaniu tych zieleni. Nie musiałam trzymać się mocno konturów jak w przypadku architektury. Oczywiście nie odtworzyłam też dosłownie powyższego zdjęcia. Prawie cała praca powstała autentycznie w plenerze pod drzewkami. Jedynie poprawki nanosiłam w pokoju ze zdjęcia.


Za kościelnym murem był spory zielony teren, przez który szedł chodniczek. Prowadził do cmentarza na wzgórzu. Cały teren przy kościele był na wzniesieniu, więc w odpowiednim miejscu można było podziwiać panoramę całego miasteczka. Jestem kiepska w malowaniu terenu z takiego oddalenia, więc usiałam w pobliżu chodnika na betonowym murku (pod jakimś napisem). W pobliżu nie było całe szczęście mrówek.


Odpowiednio rozlokowałam wszystkie rzeczy, aby mieć do nich swobodny dostęp. Miejsce było częściowo w cieniu, ale udało mi się nieco opalić ramiona i kark. Na wszelki wypadek spryskałam się sprayem na komary egzotyczne, który w późniejszych godzinach stosowałam jeszcze kilka razy. Naprawdę był pomocny. Szybciutko zaczęłam malować szkic i pierwszą warstwę podmalówki. Wyszła nawet nieźle. Nie pamiętam ile udało mi się namalować do obiadu. Spakowałam się, a jak już byłam najedzona wróciłam w to samo miejsce.


Potem niestety było gorzej. Pogoda zaczęła się psuć. Zrobiło się pochmurnie i kilka razy kropił drobny deszcz. Ale byłam twarda. Trzy, cztery razy wstawałam lekko dezorganizowałam stanowisko pracy i uciekałam kilka kroków do tył pod pobliskie drzewka. Było to trochę irytujące. Za każdym razem, gdy miałam zacząć malować dalej, zaczynało kropić. W końcu mogłam na dobre usiąść i skupić się na pracy.


Odbyłam też miłą pogawędkę z pewnym młodym księdzem. Domyślałam się, że mogę na kogoś takiego trafić skoro maluję tak blisko plebani. Mieszkańcy Żerkowa są przyzwyczajeni do spotkań z artystami. W końcu co roku zjeżdża do nich taka grupa studentów ^^



Skończona praca z bliska i w oddaleniu, ale jeszcze bez poprawek. Starałam się unikać stosowania czerni, mieszać zielenie z różnych odcieni farby (a przywiozłam ich mnóstwo). Przyciemniałam brązami i ultramaryną, ale czasem domieszałam do nich tej nieszczęsnej czerni. Nie jest to dosłowne odwzorowanie otoczenia, ale tak już maluję :) Pracy na korekcie też się dostało, ale nie tak jak innym na szczęście. Korekty były specyficzne, bo zawsze pamiętałam co było źle, a żadnych dobrych stron nie mogłam sobie przypomnieć. To trochę demotywowało. Do poprawki miałam zieleń za drzewami, miałam ją wyciszyć, bo była za żółta; i zmienić kolor ścieżki, bo na pewno nie była taka jasna. Zrobiłam co mogłam, ale sądzę, że nie było to potrzebne. Byłam i jestem zadowolona z pracy.


Zapraszam do zapoznania się z innymi postami dotyczącymi tego pleneru:

2 komentarze:

Dziękuję za poświęcony mi czas i komentarze.
Pozdrawiam Iselle ;)