poniedziałek, 9 września 2013

Ah, te akty 4

Niby w ostatnich dniach mniej ekscytuję się tym całym finałem konkursu, ale jakoś musi się to na mnie odbijać. Miałam aż dwa sny o całej tej imprezie, każdy zupełnie inny. Gdybym opowiedziała je Kocurkowi na pewno kazał by mi zmniejszyć dawki lub zmienić aptekarza :p No ale nic nie łykam przecież. Tyle, że zwykle jak coś mi się już przyśni to jest to gotowy materiał na jakiś film fantasy i s-f. Nie mogę uwierzyć, że takie historie mi się w głowie układają ^^ Chyba zacznę je spisywać. Swoją drogą byłby to fajny pomysł na dyplom magisterski oparty o moje dzikie sny. Ale ktoś już u nas robił podobny temat tyle, że z grafiki. 

Zaczęłam się też martwić o moje prace pozostawione na uczelni. Okazało się, że mój wydział się przenosi. Całe szczęście nie na te huby co myślałam, ale do głównego budynku uczelni. Jestem troszkę zła i zirytowana. To mój ostatni rok na studiach, a tu takie zmiany. Oznacza to na pewno koniec tej swobody co miałam. Nie mam też pojęcia jak będą wyglądały pracownie. I oczywiście nie będą przystosowane. Już widzę tą wykładzinę od farb, zapaćkane umywalki w toaletach, bo w salach ich przecież nie będzie. Moje malarstwo z wystawy. Już widzę odrapane kartony, pokruszoną farbę, wybrudzone tła... O biżuterię się mniej martwię, bo opiekunka pracowni na pewno wszystko pozbierała. Mam nadzieję, że wszystko...
I dlaczego nie wiedziałam o tym wszystkim wcześniej skoro jestem w radzie wydziału?? Cóż, zapewne polityka uczelni.

Kolejna dawka szkicowych aktów.

4 komentarze:

  1. Ja miałam podobną, ale tylko podobną przygodę w liceum, gdzie podjęłam naukę na ulicy Felińskiego, po czym na 2 czy 3 roku już nie pamiętam tak dobrze, ale coś koło końcówki mej licealnej nauki, była akcja ze zmianą siedziby szkoły i przenieśli nas spory kawał dalej bo aż prawie na Koło na ulicę Sołtyka, gdybyś miała chwilkę to możesz sprawdzić na mapie w googlach lub jakdojade.pl jaki to kawałek drogi, takie było moje zdziwienie bo przyzwyczaiłam się do poprzedniego miejsca a nowe okazało się zadupiem gdzie jechał tylko tramwaj a autobus nie dojeżdżał nigdzie gdzie możnaby się przesiąść, no ale i tam się zadomowiłam :)

    Jak tak wspominam to przypomina mi się też ze studium policealnego, tam zajęcia raz mieliśmy w centrum miasta a raz gdzieś zupełnie dalej w miejscu o pięknej nazwie ESPERANTO i zawsze jak szłam do szkoły nie wiedziałam gdzie będą zajęcia, czasem okazywało się że przyjechałam tam gdzie miały być a okazywało się że nikogo nie było, to i tak były jednak fajne casy miło wspominam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze ponad pół roku temu zapowiadali, że przeniosą nas na peryferia miasta z koszmarnym dojazdem, a potem nagle wszystko to zawiesili i odwołali. Eh :/ Więc obecne rozwiązanie jest chyba lepsze. Szkoda tylko, że o wszystkim informują późno i lakonicznie bez jakiegoś wyjaśnienia.

      Usuń
  2. Skąd ja znam takie uczelniane chaosy, ajaj, właśnie w jednym takim siedzę. Związany jest z terminami obron mgr. i już mnie to trochę wkurza, ale za niedługo kończę i już nie będę się musiała z nimi użerać. Mogłabym studiować gdyby nie było tych pop..... wykładowców (nie wszyscy są jednak źli ;P ) i PAŃ w dziekanacie, ble.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypomniałaś mi jak składałam papiery do mojej obrony licencjackiej ^^ Wszystkie potrzebne informacje zdobyłam przez przypadek słuchając narzekań koleżanek, które załatwiały to parę dni wcześniej :D W dziekanacie nie dowiedziałam się niczego sprecyzowanego (a ja zawsze muszę mieć pewność w najdrobniejszych szczegółach), a rozmawiałam z trzeba paniami.

      Usuń

Dziękuję za poświęcony mi czas i komentarze.
Pozdrawiam Iselle ;)