wtorek, 9 lipca 2013

Plener malarski: kościół z dzwonnicą po grecku

Nareszcie w domu :) Wczoraj wieczorem zaraz po wystawie plenerowej szybko zapakowałam się do auta i punkt 20 wyjechałam. Gdyby nie fakt, że odwoziłam jeszcze koleżankę (miałam po drodze) byłabym wcześniej, a tak dojechałam o 23. Z racji pośpiechu przed wyjazdem nie miałam nawet czasu zadzwonić do domu i poinformować o powrocie. Formalne wykwaterowanie miało być dzisiaj w południe.


Już najwyższy czas na sprawozdanie z pleneru w Żerkowie. Najpierw trochę faktów. Żerków to niewielkie miasto znajdujące się w powiecie jarocińskim, liczba mieszkańców nie przekracza 3 tys. Troszkę jak duża wioska. W okolicy znajduje się kilka zabytkowych budynków, w tym barokowy kościół z XVIII wieku. Zakwaterowali nas w Mickiewiczowskim Centrum Turystycznym. Pobyt trwał 10 dni. Pierwsze dwa zleciały mi na spacerach po okolicy, robieniu zdjęć i ogólnie nic nie robieniu. Aż w końcu stwierdziłam, że trzeba się zabrać do pracy.


Na pierwszy rzut poszedł kościół barokowy, w zasadzie jego niewielki fragment, a także fragment dzwonnicy. Wcześniej miałam już przygotowane podkłady 70x50 cm, oczywiście zagruntowane. Zwykle bardzo rzadko maluję na takich małych formatach. Przywykłam do klasycznego 100x70 :) Rozłożyłam się ze wszystkim na stopniu przy gablocie z ogłoszeniami kościelnymi.


Najpierw oczywiście zrobiłam szybki szkic pędzelkiem i nałożyłam podmalówkę. Ta warstwa prawie zawsze wygląda lepiej niż skończona praca. Niestety. Malowałam do obiadu, czyli do ok. 13.30. Potem musiałam się zbierać. Niestety dokończenie pracy na świeżym powietrzu nie wypaliło. Popołudniu się rozpadało. I tak oto kończyłam pracę w pokoju. Ze zdjęcia. Wadą pracowania w pokoju było oświetlenie. Jedna żarówka to trochę za mało. Dodatkowo przez większość dnia ściana z oknem była w cieniu. Tak więc od godziny 18 malowanie w pokoju sprawiało trudność. Balkon z kolei był za ciasny, aby pomieścić dwie malujące dziewczyny. Wszystkie poprawki, które nanosiłam wieczorami były robione z mniejszym wyczuciem niż zwykle.


Jak praca wyszła w ostatecznym rozrachunku? Kiepsko. Przyznam, że na samym początku mi się podobała. Z każdym kolejnym dniem coraz mniej. Przypominała trochę widok w Grecji. Poza tym cienie nie wyszły mi najlepiej. Musiałam z nimi trochę improwizować. A co mi się podobało? Bez wątpienia prawa część, czyli fragment ściany kościoła.

2 komentarze:

  1. Fajne są plenery :) Najlepiej wspominam te licealne, szło się malować, jak się skończylo to w każdym miejscu malujące koleżanki i koledzy, a wieczorami imprezy. Super czas :)
    Ciekawa perspektywa na obrazie Ci wyszła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam się, że jestem kiepska w malowaniu architektury ^^ nie mówiąc już, że budowle wyszły mi krzywo. starałam się trochę naprostować obraz w programie, ale chyba troszkę za bardzo go przekręciłam.

      Usuń

Dziękuję za poświęcony mi czas i komentarze.
Pozdrawiam Iselle ;)