środa, 8 maja 2013

Wtorkowa wędrówka i jej efekty

Będę miała co robić w najbliższym czasie. Sesja za miesiąc, więc już ostro zabrałam się za projekty. Wczorajszy wieczór spędziłam na balkonie z pędzlem w dłoni. Malowałam pewien tajemniczy obiekt...


Trochę czasu spędziłam wczoraj w mieście. Najpierw zajrzałam do sklepu plastycznego - potrzebowałam zagruntowanego płótna na metry. Chwilę sobie pogadałam z miłym panem na temat ile tego będę potrzebowała - na szczęście skończyło się na jednym metrze (szerokość 1,60 - 38 zł za metr). Ze zwiniętym w rulon płótnem powędrowałam dalej. Potrzebowałam papierowej maski. W plastyku nie mieli takich sztywnych jakich potrzebowałam, więc kupiłam już wcześniej upatrzoną w Empiku (13 zł).


W międzyczasie się trochę rozpadało i musiałam wyciągnąć parasol. Idąc znaną uliczką odkryłam coś, czego wcześniej widocznie nie zauważyłam. Budynek z jednej strony obudowany blachą. Odbijały w nim się okoliczne budynki, drzewa i niebo. Niesamowite. Jakby go tam naprawdę nie było ^^


Z obawy, że ludzie zaczną się na mnie dziwnie patrzeć przestałam pstrykać fotki telefonem i ruszyłam dalej - do nowej galerii MM w centrum Poznania. Jeszcze tam nie byłam i postanowiłam obejrzeć. To budynek okrzyknięty niedawno jednym z najbrzydszych w Polsce. Czy taki jest ciężko mi powiedzieć, bo się szczególnie mu nie przyglądałam. Interesowałam mnie zawartość i w sumie się rozczarowałam. W zasadzie żaden sklep mnie nie zainteresował. Nie mogłam się też połapać z numerami pięter w windzie i zjechałam na sam dół. Powalił mnie tam fakt istnienia masywnego słupka u stóp ruchomych schodów zmierzających w górę. Nie zdążyłam zrobić zdjęcia, bo aż ogupiałam z zaskoczenia. Wyobraźcie sobie taki prosty słup parkingowy, który musicie omijać, żeby dostać się na schody. Nie mam pojęcia w jakim celu go postawili (może, żeby wózkami nie wjeżdżać na schody) i czemu tylko po jednej stronie i akurat na poziomie -1.

Zmierzałam już do wyjścia gdy zaczepiło mnie dwóch chłopaków. Nazwałabym to podrywem na ławkę i płótno ^^ Spytali czy może wiem gdzie są ławki do posiedzenia i po chwili mojego zdziwienia jeden z nich zauważył, że też jestem pierwszy raz w tej galerii. Ławki tak naprawdę były za mną (może mrok je maskował ;). Wskazałam im kierunek i powiedziałam, że na innych poziomach też są w tych samych miejscach. Ale ich już zainteresowało co trzymam w dłoni ^^ Z dalszej rozmowy wywnioskowałam, że muszą też być związani z uczelnią artystyczną. Pouśmiechaliśmy się do siebie i odniosłam wrażenie, że chcieli dalej kontynuować pogawędkę, ale nie wiedzieli jak ^^ Cała sytuacja skojarzyła mi się właśnie z podrywem lub flirtem. No ale z obcymi się za bardzo nierozgaduję, więc jestem kiepskim celem ;)

Po wyjściu z galerii naszła mnie pewna refleksja: uwielbiam chodzić po mieście z dziwnymi rzeczami. Z dużą teczką, rulonami płótna i papieru, tubą czy krosnem z gobelinem. Lubię zerkać na spojrzenia ludzi, czuję się wtedy "ciekawsza" od wszystkich. Rozbawia mnie fakt, że dla mnie te przybory to codzienność, a dla innych dziwne, tajemnicze zjawisko (bo często tworzenie unikatowych przedmiotów czy malowanie to dla "niewtajemniczonych" ludzi zagadkowa rzecz). Lubię wchodzić z dużą teką do tramwaju i kombinować jak ją ustawić. Dodatkowo zaskakuje mnie fakt, że w dużym mieście pełnym studentów, ludzie nadal nie są przyzwyczajeni do widoku tych czarnych teczek czy dziwnie ubranej młodzieży.

No ale kontynuując poprzedni wątek. Wyszłam z galerii i zmierzałam do sklepu z tkaninami przy rynku. W centrum jest drożej niż w hurtowniach, do których zwykle chodzę, ale nie chciało już mi się jeździć za miasto. Przejrzałam szybko tkaniny i poprosiłam o tą, której teraz najbardziej potrzebuję - żółty polar ( 2 metry kosztowały mnie prawie 40 zł). Zdobyłam jeszcze żółtą nić i dwa zamki w pasmanterii obok. Zadowolona powędrowałam w kierunku mojego przystanku...

4 komentarze:

  1. Czytam Twojego posta i myślę sobie,że studiowanie sztuki to drogi biznes.Wyobrażam sobie ile musisz mieć farb,płócien i przeróżnych materiałów,a jak przypomni mi się cena tubki farby akrylowej,to mnie dreszcz przechodzi.Z drugiej jednak strony takie zakupy to sama przyjemność;)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama przyjemność, racja ^^ Lubię oglądać produkty tego typu sklepów.
      No i niestety nie mylisz się, że to drogi interes. Ale staram się oszczędzać tam gdzie to możliwe. Na przykład makiety realizuję głównie z rzeczy ze sklepów budowlanych, czasem wezmę coś niepotrzebnego z warsztatu taty albo elementy z poprzednich projektów. W sumie to nieźle nauczyłam się kombinować na tych studiach ;)
      Cen skryli przeraziłam się na drugim roku, bo wcześniej używałam tańszych temper. Ale teraz pocieszam się faktem, że starczają na długo i nie maluję olejnymi ^^ Wbrew pozorom nie magazynuję dużo płócień czy farb, ale muszę przyznać, że w moim pokoju można znaleźć naprawdę różnorodne rzeczy ;)

      Usuń
  2. Jestem ciekawa co Ci wyjdzie z tej maski :) U nas w 3-city już się tak dziwnie nie patrzą na uczniów czy studentów z kierunków artystycznych, tyle się nas kręci że się prawie wszyscy przyzwyczili. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maska jest elementem do pewnej....konstrukcji ;) Najpóźniej w czerwcu będzie gotowa :)

      Usuń

Dziękuję za poświęcony mi czas i komentarze.
Pozdrawiam Iselle ;)