czwartek, 23 maja 2013

Akademickie historyjki

W środowiskach uczelni artystycznych często krążą niesamowite historie. Od starszych kolegów lub koleżanek można dowiedzieć się mnóstwa rzeczy. Czasem to fakty, a innym razem zmyślone historie. 

Na uwagę zasługują te o plenerach malarskich. Często są zakrapiane alkoholem, ale znajdą się też ziółka. Słyszałam o sytuacji jak studenci (pod wpływem nieznanej mi substancji) oddawali hołd naszyjnikowi Hermiony Granger. Czasem rozkładali przybory malarskie na środku wysepki na szosie i malowali widoczki (tak akurat ja zrobiłam). Mieszkańcy i przechodnie patrzyli się dziwnie... Ciekawe widoki do rysowania można też znaleźć na cmentarzu. Pamiętam jak kilka osób robiło ogromne bańki mydlane w pewien pogodny dzień. Ciągle były głośne imprezy, ale ja akurat bardzo twardo spałam;) Trzeba wspomnieć, że profesorowie też nie byli święci, ale to już wiem tylko z opowieści.

Studenci fotografii często "włamują" się do opuszczonych budynków. Czego nie zrobi się dla artystycznych zdjęć z klimatem. Zniszczone budynki, cegły, gruz... Muszę kiedyś spróbować wykonać takie zdjęcia...

Często prawdą jest, że nasze makiety lub instalacje tworzymy ze śmieci. Spójrzmy trzeźwo. Materiały plastyczne, tektury, kleje są drogie. Każdy student uczy się coraz bardziej kombinować jak tańszym kosztem stworzyć coś ciekawego. Wiele razy wykorzystujemy te same podkłady i brystole. I co ważne makiety często są tak skonstruowane, aby można je było łatwo złożyć i przewieść na uczelnię.

Artyści mało zarabiają. Bardzo mało. Wielu z nich bez innej pracy (często nie związanej ze sztuką) nie jest w stanie przetrwać. To smutna prawda. W tych czasach ludzie nie interesują się sztuką. Przecież jest kino, telewizja, kręgle. Wielu moich profesorów pracuje na kilku uczelniach i często muszą przejeżdżać pociągami setki kilometrów.

Artysta-student potrafi posługiwać się różnymi narzędziami i materiałami. Mam na myśli młotek, gwoździe, kleje, piłki, lutowanie, spawanie, malowanie wałkiem, stosownie trujących substancji (kwasy, rozpuszczalniki). Trzeba być wszechstronnym. Taki student jest też często klientem sklepów budowlanych i skupów złomu. Nawet jeśli zajmuje się ubiorem jak w moim przypadku ;) W swojej szafie mam w tym momencie kilka rodzajów kabli i drutów, lutownicę, młotek, kombinerki, kilka rodzajów gwoździ, wałki do malowania, wielkie wiaderko farby, folię malarską i butelkę rozpuszczalnika. Ostatnio gości też styropian :)

Obserwując ludzi w środowisku artystycznym (lub w nim przebywając) stopniowo przyzwyczajamy się do rzeczy niecodziennych. Nie dziwią nas już gołe modelki, gnijące owoce z martwych natur ani makiety krytykujące i ośmieszające znane marki/firmy. Wszystko dozwolone ^^ (choć czasem wygląda to kiczowato lub kontrowersyjnie)

3 komentarze:

  1. Bardzo dobrze napisane. Na moim plenerze był alkohol i nie wiem co jeszcze bo w tym nie uczestniczyłam całe szczęście. Co do młotka, lutownicy i tym podobnych nigdy nie tykałam i chyba nie tknę, młotek to dla mnie bardziej narzędzie mordu, którego inaczej nie umiałabym wykorzystać a i przy okazji mogłabym sobie zrobić tylko krzywdę. Natomiast nie zgodzę się że artyści mało zarabiają, bo osobiście znam takich którzy mają własną firmę i naprawdę dobrze im się wiedzie, bardzo dużo zależy pewnie od tego co się robi, no i od doświadczenia, no i przede wszystkim klientów.

    OdpowiedzUsuń
  2. nieźle...tak chciałabym sie dostać na ASP w tym roku i przeżyć takie rzeczy :D
    a co do zarobków artystów.. myślę, że zależy od siły przebicia się:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze warto próbować się dostać :) Ja spróbowałam raz, niestety byłam wtedy zielona jeśli chodzi o sztukę i tworzenie ^^ Poszłam gdzie indziej studiować i tak zostałam, choć mogłam próbować znowu na egzaminach ^^ nie żałuję.

      Usuń

Dziękuję za poświęcony mi czas i komentarze.
Pozdrawiam Iselle ;)