środa, 10 kwietnia 2013

Wiosenna martwa natura

Trochę to trwało, ale chyba w końcu skończyłam;) Mam na myśli pewien obraz zaczęty w zeszłym miesiącu (patrz post Szpachelka w akcji). Dzisiaj skonsultowałam go na zajęciach i wprowadziłam ostatnie poprawki. Przedstawiam dokumentację zdjęciową z etapów jego powstawania.


Tutaj moje stanowisko pracy. Te okna w pracowni są świetne. Szkoda tylko, że nieszczelne.

 A oto modelka: martwa natura.

I zbliżenie na kadr, który wybrałam jak zwykle bez większego zastanowienia. Kiedyś się pewnie na tym przejadę.

To zdjęcie już umieszczałam. Chrzest bojowy szpachelki.

Oto co nią wyczarowałam.

I z oddalenia. Widać zarysy szkicu.

Nanoszę pierwsze warstwy farby...

 Zielona forma przypomina instrument muzyczny.

 Elementy już bardziej dopieszczone. Pojawiają się też kolejne.

Zbliżenie na dolną część pracy.

Pojawiły się dwa "patyczki", skręcony drut i coś dziwnego w tle.

Sssss... Coś wypełza z kompozycji.

 I rzut okiem na stanowisko pracy. Czasem jest mi zimno, więc wolę mieć płaszcz przy sobie. Tak mniej więcej wygląda moja organizacja przestrzeni wokół.

Wiem, wiem ;) Mój obraz różni się od ułożonej martwej natury. Ostatnio staram się improwizować i tworzyć własne kompozycje na podstawie martwej zastanej w pracowni.

 Jeszcze trzeba domalować parę szczegółów, np. pomarańczowy walec. Całkiem przemalowałam zaokrągloną, zieloną formę. Na inny odcień zieleni.


Wersja skończona ^^


W mojej pracowni ostatnio króluje różowiasta martwa natura. Niebawem nowa praca ;)

7 komentarzy:

  1. lubię patrzeć na etapy pracy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ładnie operujesz kolorem. A chciałabym zapytać, masz własną pracownię?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ^^ ciągle mi daleko do perfekcji
      Pracownia pokazana na zdjęciach jest na uczelni, na której studiuję ;) Tak się składa, że ostatnio jest w niej pusto jak fotografuję:)
      Czasem namaluję coś w domu, ale wtedy cisnę się w małym pokoiku ;)

      Usuń
    2. Fajnie. U mnie na uczelni w pracowni bywa zwykle sporo osób. A w domu również mam mało miejsca, do tego brak mi własnego kąta do przemyśleń i czasowej izolacji od reszty domowników, ale jakoś daje radę.

      Usuń
  3. Też kiedyś tak malowałam akrylami. Teraz nie mam czasu, ani żadnej pracowni do której mogłabym chodzić za darmo (ach, to studenckie życie!;)). Trochę tęsknię. W domu, przy biurku to nie to samo. Ładne kolory <3 Pozdrawiam i zapraszam do mnie: http://thirteenth-heaven.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do malowania nie potrzeba wcale tak dużo miejsca ;) Trochę kombinowania i można malować nawet bez sztalugi ^^ jakieś trzy miesiące temu malowałam dużą makietę z czterech stron. Wyzwaniem było ją odpowiednio ustawiać i odwracać w maleńkiej przestrzeni pokoiku. (odsyłam do http://sen-o-iselle.blogspot.com/2013/02/dziewczyna-i-lusto.html) Na zdjęciach widać jak tam ciasno ^^

      Usuń

Dziękuję za poświęcony mi czas i komentarze.
Pozdrawiam Iselle ;)