środa, 6 lutego 2013

Co z tą rzeźbą, czyli kto jest autorem?

W sobotę zdawałam egzamin z historii sztuki. Choć byłam przygotowana na formę ustną zostałam zaskoczona wypracowaniem. Nie poszło najgorzej, dostałam 4. I tak się cieszę. Moim głównym zagadnieniem była XIX-wieczna rzeźba.


"Glina to życie, gips to śmierć, marmur to zmartwychwstanie."


Wspominałam kiedyś, że wielcy malarze mieli grono uczniów, którzy wykańczali za nich obrazy. W rzeźbie wyglądało to troszkę inaczej. Artysta-rzeźbiarz tworzył swoje dzieło najpierw w szkicach, potem modelował małą wstępną wersję w glinie, a następnie wykonywał model gliniany z wewnętrznym szkieletem i ze szczegółami. Rzeźby gliniane nie zwilżane kruszyły się, więc nie można ich było długo przechowywać. Dlatego odlewano je w gipsie. Takie odlewy można już było przechowywać latami i powielać w kolejnych odlewach. Jednakże marzeniem każdego rzeźbiarza było utrwalenie swego dzieła w trwałym materiale, takim jak brąz czy marmur. Rzadko który artysta jednak mógł sobie na to pozwolić. Potrzebny był sponsor, który zapłacił by za wykonanie dzieła np. w kamieniu. Tak, artysta na ogół nie wykuwał swojej rzeźby. Podnajmował kamieniarzy specjalistów, którzy wykuwali jego rzeźbę w kamieniu. 

Odtworzenie gipsowego modelu rzeźby w kamieniu nie należało do prostych. Mimo stosowania metody punktowania, czyli przenoszenia setek punktów z modelu gipsowego na blok kamienny, rzeźba skończona często różniła się od zamierzonego efektu. Sam artysta nie znał też czasem właściwości kamienia i nie potrafił przewidzieć czy da się to wykonać tak samo w kamieniu jak w miękkiej glinie. Z kolei sami kamieniarze także zmieniali wygląd rzeźby kierując się własnym doświadczeniem z tym tworzywem lub po prostu przez przypadek. 

W takim razie: czy to nie była praca wspólna? Kto w takich przypadkach był rzeczywistym autorem dzieła? Czy nie powinno się umieszczać dwóch nazwisk przy tytule rzeźby?

Jeśli myślicie, że dotyczyło to tylko nielicznych artystów to się mylicie. Nawet Auguste Rodin nie wykuwał sam swoich rzeźb.

Przypomniał mi się przypadek pewnego amerykańskiego artysty nowoczesnego (nazwiska nie pamiętam), który nie mając żadnego pojęcia o materiałach czy procesie wytwarzania, zlecał innym wykonanie "jego" dzieła. Sprawa wyglądała o tyle ciekawie, że artysta (choć uważał się za artystę ja bym go tak osobiście nie nazwała) rozmawiał z wykonawcą/producentem jak ma ta praca wyglądać, czasem nawet tylko telefonicznie i czekał na "wyprodukowanie". Dla mnie to absurd. Zrozumieć można jeśli ktoś zna technikę, wie jak to zrobić, jakich efektów się spodziewać i panuje nad tym dziełem do końca nawet jeśli ktoś inny wykonuje robotę. Ale osoba, która na odległość zleca wykonanie swojego pomysłu i nawet nie próbuje sama poznać techniki? Czy taki powinien być artysta? W tym przypadku bardziej bulwersuje fakt jego "ignorancji" niż sama kwestia kto faktycznie jest autorem dzieła.

Dla mnie niesamowicie denerwujące jest jeśli nie do końca panuję nad moimi pracami. Nawet jeśli daję coś do druku, muszę dokładnie wiedzieć jak będzie to wyglądało po wykonaniu. Inaczej miałabym wrażenie, że to ktoś inny decyduje o moim pomyśle, dziele. W końcu to ja jestem autorką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za poświęcony mi czas i komentarze.
Pozdrawiam Iselle ;)