niedziela, 2 grudnia 2012

Cyfeki, liczby, równania - kiedyś wychodziły mi lepiej

"Nie zrozumiecie sztuki, póki nie zrozumiecie, że w sztuce 1+1 może dać każdą liczbę z wyjątkiem 2"

   Pablo Picasso
 
Post dedykowany Kocurkowi.


Odkąd skończyłam liceum i weszłam w środowisko artystyczne, mam wrażenie, że coraz bardziej oddalam się od rzeczywistości. Taka matematyka na przykład. Łapię się na tym, że żeby cokolwiek policzyć muszę mieć kalkulator. Chyba mój umysł się przestawił na myślenie obrazem, formą i kolorem, a nie fizyką i matematyką. Co ciekawe zauważyłam, że nie tylko mnie to dotknęło.
Ostatnio pomagałam Rudej przy konstruowaniu body w pracowni krawieckiej. Mamy takie fajne instrukcje jak i w jaki sposób wykreślić dane linie na papierze, aby powstał wykrój krawiecki na dane wymiary. Całe szczęście robiłam ten wykrój sama kilka tygodni wcześniej więc poszło to szybciej niż jak ja to robiłam za pierwszym razem. Wykrój nie jest trudny. To instrukcje są trochę pomieszane i niezrozumiałe. Ale zmierzam do tego, że często trzeba coś w tych instrukcjach policzyć, na ogół odjąć lub podzielić. Wtedy jak nie ma komórki z kalkulatorem pod ręką to jest kiepsko. Zwłaszcza, że wychodzą jeszcze jakieś liczby po przecinku. W pamięci trochę trudno liczyć, a pisemnie też chwilę to trwa (zawsze wolałam pisemnie niż w głowie). Dlatego kalkulator jest najlepszym rozwiązaniem.

Przykład z innego dnia. Zliczanie kwot z paragonów, które jesteśmy sobie winni z Kocurkiem. Dla mnie istna masakra. Za każdym razem patrzę na niego z podziwem jak produkuje w super wypaśnym kalkulatorze (też mam gdzieś taki) skomplikowane równania i na koniec podaje mi ostateczną kwotę. Na koniec przeżywam szok, bo to nie ja jestem mu dłużna a to On mi. No cóż, on ma tę matmę chyba we krwi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za poświęcony mi czas i komentarze.
Pozdrawiam Iselle ;)