niedziela, 25 listopada 2012

Ołówek kontra brystol - moje znienawidzone połączenie

Dlaczego nie umieszczam prac rysowanych ołówkami?

Już wyjaśniam. Na pierwszym roku studiów mieliśmy podział przedmiotów na malarstwo i rysunek. Malarstwo wiadomo - używanie farb i kolorów. Na rysunku z kolei ołówek i gumka chlebowa były obowiązkowe. Strasznie dużo czasu zajmowało zapełnienie dużego brystolu machając cienkim rysikiem ołówka. Węgiel był wtedy dla mnie za trudną techniką (nadal jest), więc nie było mowy o jego używaniu. Muszę się przyznać: jak przed rozpoczęciem studiów czułam się dobra w ołówku a beznadziejna w farbach, tak podczas studiów ze zdziwieniem zauważyłam, że moje umiejętności się odwracają. Ołówek zaczynał mnie męczyć, nie chciało mi się spędzać wielu godzin na zabawie nim. Za to farby stopniowo zaczynały mi sprawiać coraz większą przyjemność. Malowało się szybko (nie tak szybko jak robię to obecnie ;) i zaczynało mi coś tam lepszego wychodzić. Nie były to jeszcze dobre prace, ale nie od razu zbudowano Rzym. Jedna z moich ostatnich prac rysunkowych stworzona na pierwszym roku była już wykonana farbami. Do tamtego momentu nie sądziłam, że tak można (ah, jaka głupia wtedy byłam). Nie bardzo pamiętam czemu tak zrobiłam. Prawdopodobnie zauważyłam jak ktoś inny w pracowni tak robi i zapytałam profesorki prowadzącej zajęcia. Po chwili namysłu stwierdzam, że umieszczę tutaj tamtą pracę. Uprzedzam tylko, że nie uchodzi za dobrą w moim mniemaniu, ale to ona była dla mnie początkiem pewnej drogi.


W drugim roku wszyscy mieliśmy zmianę naszych profesorów prowadzących pracownie rysunku i malarstwa. Czy używałam jeszcze ołówka na zajęciach z rysunku? Już nie. Sięgnęłam po czarne i białe tubki tempery i okazało się to najlepszym rozwiązaniem. Już moja pierwsza praca wtedy wykonana była dla mnie niesamowita. Zresztą profesorowi też się bardzo podobała. Umieściłam ją już na blogu w poście Malowane temperą - powrót do przeszłości.

A teraz zrobię mały psikus i wiecie co? Wkleję jedną pracę wykonaną ołówkiem. Pochodzi ona jeszcze sprzed rozpoczęcia moich studiów. Wykonałam ją na pewnym krótkim i intensywnym kursie, który wspominam jako grozę. Mam wrażenie, że wygląda on znacznie lepiej niż moje późniejsze ołówkowe martwe natury.


2 komentarze:

  1. Witam.Zazdroszczę Ci zdolności;)Przepięknie rysujesz.Chciałabym mieć jakiś szczególny talent,niestety natura obdarzyła mnie jedynie chęcią do tworzenia;)
    Zapraszam Cię do mojego świeżego bloga
    http://papierowecudawianki.blogspot.ie/
    Trochę tam moich,,tworów''

    Powspierajmy się początkujący blogowicze;)

    Pozdrawiam Ilona

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję :) Zawsze miałam pewien dryg do tego, ale dopiero lata praktyki rozwijają umiejętności ^^ Chętnie obejrzę Twoje twory ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony mi czas i komentarze.
Pozdrawiam Iselle ;)