piątek, 30 listopada 2012

Jakieś żelastwo

Parę miesięcy temu załapałam się na wycieczkę do pewnej europejskiej stolicy. Zrobiłam sporo zdjęć miejscowej architektury.

Oto jedno ciekawszych zdjęć. Fotografowałam z bardzo daleka i ciężko było mi uzyskać odpowiednią ostrość. Aparat też nie był najwyższych lotów - pożyczona od mamy cyfrówka. Drażni mnie nieco ta data wyświetlona na dole, ale wtedy jeszcze nie wiedziałam, że taka opcja w aparacie jest włączona.


A nawiązując do mojego siedzenia w nocy. Nie mogę się sama sobie nadziwić. Stworzyłam prawie całą kolekcję w niesamowicie krótkim czasie. Teraz tylko się modlić, żeby się dzisiaj spodobała na konsultacjach. Nie chcę tego znowu zaczynać od początku... Trzymajcie kciuki ;)

Nocny marek w akcji

Środek nocy, a ja urządziłam sobie na biurku stanowisko projektowe. Wszędzie kartki, kredki, długopisy. Z laptopa leci ulubiona muzyka... No i płatki migdałowe rozrzucone w zasięgu ręki. Weno twórcza, przybywaj!


A tak z innego tematu. Jeśli interesują Was inne metody tworzenia to zapraszam na bloga:

Polecam!

czwartek, 29 listopada 2012

Lumos! Czas zapalić świeczki

Noc wróżenia przed nami ^^ To jak? Klucz i wosk przygotowane? 


Co z tym płótnem?

Niedawno opisywałam na czym można malować. Dzisiaj w dalszym stopniu poruszę tą kwestię. Przedstawiam Wam  podobrazia płócienne.

Potocznie można na nie mówić blejtramy, płótna. Fachowo to wygląda tak: blejtram to ta konstrukcja drewniana, na którą naciąga się tkaninę, to znaczy płótno lniane, bawełniane lub syntetyczne. Takie płótno mocuje się do ramy przy pomocy zszywek z pistoleta. Jednak, żeby móc na nim malować trzeba to płótno odpowiednio jeszcze przystosować. Najpierw pokrywa się je specjalnym klejem kostnym, który je wzmacnia i "zakleja" wszelkie otwory w tkaninie. Następnie się je zagruntowuje gessem. No i można malować. Na początku studiów miałam zajęcia z takiego przygotowania podobrazia. Nie jest to jakieś trudne, no ale zajmuje troszkę czasu, więc najwygodniej po prostu kupić gotowe płótno w sklepie plastycznym. Poniżej zdjęcia podobrazia, które sama przygotowałam (jeszcze nadal leży niewykorzystane).



 I zbliżenie na tył ramy


 A tutaj przykładowe kupne podobrazie bawełniane.



Ceny danego podobrazia zależą od formatu, a jest ich naprawdę mnóstwo. Zauważyłam jednak, że podobrazia z płótnem lnianym są przeważnie droższe (ponoć i lepsze - ja nie zauważyłam większej różnicy).

Parę lat demu dorwałam w Empiku płaskie podobrazia. Nie malowałam jeszcze na nich, ale przypominają płótna naciągnięte i podklejone na jakieś grubej tekturze. Są dość tanie (większy prostokąt i koło 6,99 zł, mniejszy 4,49 zł).


Kto lubi niezdrowe jedzenie?

Oto co wczoraj miałam na kolację ^^ Made by Kocurek ^^


środa, 28 listopada 2012

Jagód ciąg dalszy

Pamiętacie post z zeszłej środy? Wrzuciłam zdjęcia pracy nad którą obecnie pracuję (Ależ naszła mnie dziś ochota na jagodową farbę...). Dzisiaj ją tak mniej więcej skończyłam. Ale zanim do tego doszło usłyszałam ciekawy komentarz do pracy od profesora. 


Tak więc profesor stwierdził, że moja praca przypomina Gwiezdne Wojny ^^ Dosłownie ^^ Widzi na niej kosmos i statki kosmiczne różnego typu: trójkątny na dole, na środku krążek, a powyżej szykuje się kolejny latający spodek ^^ Uwielbiam takie komentarze. Od razu nastrój się poprawia. Moja mina była bezcenna.

A teraz zdjęcie gotowej pracy (albo prawie gotowej jak kto woli).


Jak zwykle oświetlenie spowodowało, że kolor fioletowy zmienił się na niebieski no ale trudno. W przyszłości będę robiła moim nowym pracom bardziej profesjonalne sesje zdjęciowe. Te zdjęcia są tylko poglądowe robione na szybko i bez przygotowania.

Jak tak się siedzi kilka godzin wdychając opary farb to zaczynają przychodzić ciekawe przemyślenia. Zauważyłam, że już dawno odeszłam od jak najbardziej realistycznego przedstawiania obiektów i w pewien sposób upraszam je albo przekształcam.

W tej pracy nie umieściłam wszystkich barw. Ubarwiłam w zasadzie tylko jeden element, a powinny się też znaleźć czerwona i żółta tkanina. Stosuję to od paru miesięcy. Wyróżniam jeden, dwa, góra trzy elementy za pomocą koloru. Cała reszta jest czarno-biała. Zostawiam spore płaszczyzny niezamalowanej białej tektury. Fajnie działają. Szczególnie jak zestawi się razem kilka prac w tym stylu. Kilku elementów nie umieściłam na pracy. Pominęłam je. Jest jeszcze pewna ciekawostka. Zdażyło mi się kiedyś, że sprzedali mi tubkę akrylu ze złym odcieniem. Miała być czysta czerń, a dostałam czerń z odcieniem brązu, szarości. Niedługo potem jak to zauważyłam zakupiłam nową farbę, ale tym razem w odpowiednim odcieniu. No i co tu zrobić z tą "brudną" czernią? Wykorzystałam ją. Zaczęłam używać dwóch czerni w każdej pracy i dzięki temu mogłam fajnie zróżnicować różne elementy. W powyższej pracy również to zastosowałam. 

Cóż, cieszę się, że mam taką dowolność w malowaniu moich prac. Jak zaczynałam malować nie wolno mi było zmieniać odcieni obiektów na obrazie, już nie wspominając o zmianie kompozycji i ustawień przedmiotów. Trzeba było malować wszystko i do tego jeszcze robić dużo szkiców do każdej pracy przed zaczęciem. Teraz jedną pracę maluję w jedne-dwa zajęcia, dawniej to były cztery...

wtorek, 27 listopada 2012

Czas na kolorystyczną zmianę

Dzisiaj niespodzianka! Kolorowa martwa natura ^^


Dane techniczne: akryl, format 100x70, rok 2010.

Jedna z moich ulubionych prac. Bardzo, ale to bardzo mi się podoba. To ułożenie karminowej tkaniny jakie udało mi się uzyskać, tło, styropianowa miseczka, szklane solniczki i żółta tkanina... Wtedy człowiek zaczyna wierzyć, że nie jest beznadziejny i potrafi stworzyć coś lepszego.

poniedziałek, 26 listopada 2012

Przydatne dodatki do malowania

Dzisiaj poruszę kwestię paru drobiazgów, które przydają się przy malowaniu.

Słoik, kubeczek po jogurcie lub po kawie z automatu... Wiele rzeczy może pełnić rolę pojemnika na wodę. Ja wolę duże słoiki, bo nie ma niebezpieczeństwa, że się od razu przewrócą jak inne lekkie kubeczki. Warto często zmieniać w nich wodę na czystą. 


Źródło:
http://www.maktex.pl/galerie/s/sloik-spryskiwacza-r-209_1481.jpg

Przydatną rzeczą są ściereczki do wycierania pędzli. Po wypłukaniu pędzli w słoiczku z wodą często trochę farby na nich zostaje. Wtedy można szybciutko wytrzeć potrzebny pędzelek i dalej nim malować. Czasem zdarzało mi się w miejsce jasnej farby nanieść troszkę czarnej lub różowej, bo niedokładnie umyłam pędzelek. Ściereczka przydaje się także, by pozbyć się nadmiaru wody lub farby z pędzelka podczas malowania. Poniżej rulonik z czystymi ścierkami, a obok jedna już wykorzystana.


Paleta jest niezbędna. Nie chodzi mi oczywiście o palety do towarów czy o paletę Narmera (zabytek sztuki egipskiej). Mam na myśli paletę służącą do umieszczania na niej farb na czas malowania obrazu, a także do swobodnego mieszania na niej owych farb. W sklepach można dostać takie małe plastikowe palety oraz drewniane (kosztują od kilku do kilkunastu złotych). Na początku używałam takiej drewnianej, ale nie bardzo lubiłam ją oczyszczać z zaschniętych farb no i troszkę ważyła w dłoni. Z plastikowej korzystałam podczas malowania akwarelami. Gdzieś jeszcze ją mam. A obecnie wolę korzystać z kawałków podkładu introligatorskiego. Co jakiś czas wymieniam go na nowy.


Źródła:
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/0/04/Oil_painting_palette.jpg
http://www.artphorma.pl/galerie/p/paleta-malarska-owalna-1_578.jpg

 Moje palety



niedziela, 25 listopada 2012

Ołówek kontra brystol - moje znienawidzone połączenie

Dlaczego nie umieszczam prac rysowanych ołówkami?

Już wyjaśniam. Na pierwszym roku studiów mieliśmy podział przedmiotów na malarstwo i rysunek. Malarstwo wiadomo - używanie farb i kolorów. Na rysunku z kolei ołówek i gumka chlebowa były obowiązkowe. Strasznie dużo czasu zajmowało zapełnienie dużego brystolu machając cienkim rysikiem ołówka. Węgiel był wtedy dla mnie za trudną techniką (nadal jest), więc nie było mowy o jego używaniu. Muszę się przyznać: jak przed rozpoczęciem studiów czułam się dobra w ołówku a beznadziejna w farbach, tak podczas studiów ze zdziwieniem zauważyłam, że moje umiejętności się odwracają. Ołówek zaczynał mnie męczyć, nie chciało mi się spędzać wielu godzin na zabawie nim. Za to farby stopniowo zaczynały mi sprawiać coraz większą przyjemność. Malowało się szybko (nie tak szybko jak robię to obecnie ;) i zaczynało mi coś tam lepszego wychodzić. Nie były to jeszcze dobre prace, ale nie od razu zbudowano Rzym. Jedna z moich ostatnich prac rysunkowych stworzona na pierwszym roku była już wykonana farbami. Do tamtego momentu nie sądziłam, że tak można (ah, jaka głupia wtedy byłam). Nie bardzo pamiętam czemu tak zrobiłam. Prawdopodobnie zauważyłam jak ktoś inny w pracowni tak robi i zapytałam profesorki prowadzącej zajęcia. Po chwili namysłu stwierdzam, że umieszczę tutaj tamtą pracę. Uprzedzam tylko, że nie uchodzi za dobrą w moim mniemaniu, ale to ona była dla mnie początkiem pewnej drogi.


W drugim roku wszyscy mieliśmy zmianę naszych profesorów prowadzących pracownie rysunku i malarstwa. Czy używałam jeszcze ołówka na zajęciach z rysunku? Już nie. Sięgnęłam po czarne i białe tubki tempery i okazało się to najlepszym rozwiązaniem. Już moja pierwsza praca wtedy wykonana była dla mnie niesamowita. Zresztą profesorowi też się bardzo podobała. Umieściłam ją już na blogu w poście Malowane temperą - powrót do przeszłości.

A teraz zrobię mały psikus i wiecie co? Wkleję jedną pracę wykonaną ołówkiem. Pochodzi ona jeszcze sprzed rozpoczęcia moich studiów. Wykonałam ją na pewnym krótkim i intensywnym kursie, który wspominam jako grozę. Mam wrażenie, że wygląda on znacznie lepiej niż moje późniejsze ołówkowe martwe natury.


sobota, 24 listopada 2012

Takie tam gadu gadu

Ależ jestem zmęczona. Tak to jest jak się pół nocy pisze wstępne posty na bloga. W każdym razie wróciłam wczoraj do domu i wygrzebałam dzisiaj wszystkie moje starsze prace i obfotografowałam. Czeka je jeszcze leciutka obróbka w photoshopie i ... no i wylądują w przyszłości na blogu.

Co jakiś czas może się co nieco zmieniać wygląd bloga. Niedawno wprowadziłam poprawki w ilustracjach, zmieniłam nieco jakieś opisy, powiększyłam czcionkę. Ale mimo to sądzę, że już ostatecznie zakończyłam sprawę wyglądu całości. Poza tym troszkę eksperymentowałam z innymi możliwościami, które by mogły uatrakcyjnić bloga. Na razie są to jeszcze fazy testów i konsultacji, zobaczę czy to wprowadzę. 

Wymyśliłam parę nowych tematów na posty, które mogą Was zaciekawić. Niedługo zacznę je dodawać, jak tylko do końca opracuję. Jeśli się spodobają to będę je rozwijać dalej.

No cóż to na razie na tyle. Życzę przyjemnej lektury :)



PS. Jednak znowu troszkę poprzestawiałam blog. Staram się, aby był lepszy ;)

Kolejna "niekolorowa" martwa

Stęskniliście się za martwą naturą? Ja tak ^^

Przedstawiam dziś kolejną swoją pracę. Dane techniczne: akryl, format 100x70, rok 2010.


czwartek, 22 listopada 2012

Na czym można malować? - papier, brystol, karton

Mamy już pędzel, mamy także farby. Teraz potrzeba czegoś, na czym można malować...

Kartki A3 i A4

Najprościej wziąć zwykłą kartkę ksero. Nadaje się do szybkich szkiców przed rozpoczęciem malowania lub rysowania. Można także kupić specjalny blok lub papier do szkiców. Z racji oszczędności ja szkicuję na zwykłym papierze ksero A4 lub A3 (ryzę papieru A4 można dostać już od 10 zł/500 kartek; ryzę A3 od 30 zł/500 kartek). Miałam kiedyś jakieś bloczki z takim fajnym chropowatym papierem, ale szkoda go marnować na zwykłe szkice (takie bloczki kosztują od kilkunastu zł/30 kartek). Polecam takie papiery do malowania akwarelami.

Zagruntowany podkład i kartka brystolu - na tym maluję

Na co dzień używam brystoli o formacie 100x70 cm (arkusz kosztuje ok. 1,50 zł). Wielu profesorów wymaga u nas właśnie takiego formatu. Czasem używam też mniejszych jak 80x60, 70x50 lub ostatnio 50x50. Nic jednak nie zastąpi porządnego wielkiego kawałka papieru - na takim można konkretnie zaszaleć. Początkujący mają często problem, żeby zacząć od razu na takim dużym, ale szybko można się przestawić. Pocieszę, że przestawić się z dużego na mały też nie jest od razu tak prosto :) Fajnie jednak zmieniać czasem format papieru - różnorodność także rozwija.

 Podkłady beżowy i szary

W zeszłym roku przerzuciłam się z brystoli na podkłady introligatorskie. To rodzaj takiej grubej szarej lub beżowej tektury. Jest kilka grubości : 3 mm to już sztywna i gruba tektura. Używam takiej do podłożenia jak coś tnę nożem introligatorskim. Do malowania używam tektury o grubości 2 mm lub 1,5 mm (karton 1,5 mm 100x70 kosztował mnie 4,20 zł). Jeśli chodzi o format to wybieram 100x70 cm. Jeśli chcę mniejsze to po prostu sama je tnę. Co tu jest ważne? Trzeba zagruntować takie podkłady. Kilka postów temu zamieściłam zdjęcia z gruntowania podkładów. Wrzucę jedno ponownie.


Po co ten grunt? Po to, aby tektura podczas malowania nie chłonęła farby i nie wyginała się. Najlepszy jest do takich zabiegów grunt zwany gesso. Ja jednak chciałam obniżyć sobie koszty i zakupiłam farbę fasadową Śnieżka (ok. 50 zł za 5 litrów; za taką kwotę gessa zakupię 1 litr). Wielu ludzi odradza używania takich farb, bo niby później odpadają i w ogóle inne złe rzeczy. No ale w fazie rozwijania i ćwiczenia swoich umiejętności malarskich, chyba lepiej zaoszczędzić. Najlepiej zaopatrzyć się też w wałek (ok. kilkunastu złotych). Polecam zmienić ubranie na jakieś robocze i rozłożyć coś na podłodze (gazety lub folię malarską). 



Żródło:
http://www.hergon.pl/media/images/talens_gesso.jpg

Jak się gruntuje? Trzeba taki podkład kilkukrotnie zamalować z każdej strony. Najlepiej po pomalowaniu każdej warstwy poczekać kilka minut, aby nieco podeschła. Nakładam 3-4 warstw farby po obu stronach, tak aby nie było widać spod spodu koloru tektury. Maluję najpierw w orientacji pionowej, a ostatnią warstwę nakładam w orientacji poziomej kartonu.

 Podkłady zagruntowany i bez gruntu

Na takim przygotowanym podkładzie można już spokojnie malować ^^

środa, 21 listopada 2012

Ależ naszła mnie dziś ochota na jagodową farbę...

Kolejny jesienny dzień i kolejne zajęcia na uczelni. Dziś - pracownia malarstwa ^^


Środa to dzień mojego całodniowego siedzenia (lub stania) przy sztaludze i malowania. Obładowana farbami i wielką teczką wybrałam się na uczelnię. W pracowni po dłuższej chwili wybrałam odpowiednie miejsce i obiekt do malowania, rozłożyłam się i zaczęłam. Mimo że grzejniki były ciepłe to i tak troszkę zmarzłam. A oto moje stanowisko pracy.


Wybaczcie jakość zdjęć. Robione komórką. Znajome farby... Gdzieś je ostatnio widziałam na blogu... Hmm...


Poniżej moja dzisiejsza praca malarska. Zwykle potrafię zamalować więcej powierzchni, ale byłam dziś umówiona na uczelni z Rudą, żeby posiedzieć troszkę w pracowni krawieckiej. Jak widać maluję na zagruntowanym podkładzie (będzie o tym osobny post - jest już przygotowany).


Poniżej również ta sama praca, ma parę szczegółów więcej. Zdjęcie zrobione już w innym pomieszczeniu i przy innym oświetleniu. Wyraźnie widać różnicę barwy. U góry wyszedł bardziej pod granat. Ten niżej jest bardziej bliższy rzeczywistości. To taki jagodowy kolor ^^


Wiem, wygląda bardzo niedbale, ale to dopiero podmalówka. Dopiero pierwsze warstwy farby na ogólnym szkicu. Zawsze to tak nieciekawie wygląda na początku. Dużo lepiej też prowadzi mi się pędzel po jednej choć cieniutkiej i rozwodnionej warstwie farby. Takie mam wrażenie. W wielu miejscach jeszcze nie położyłam w ogóle farby. Ale nie martwię się. Zrobi się to ze spokojem w kilka godzin. Nie muszę się śpieszyć ^^

wtorek, 20 listopada 2012

Czarne pantofelki

W końcu po długim zwlekaniu razem z Kocurkiem zdecydowaliśmy się i wcieliliśmy nasz plan w życie...


Minęły już dobre dwa lata odkąd dwa pokręcone koty wybrały się na kurs tańca towarzyskiego. Dwa fajne lata. Niestety zawsze coś nam krzyżowało plany, żeby dotrwać do końca danego poziomu kursu. Choroba, sesja, dyplomy... Jeśli się nie mylę to zaczynaliśmy taniec ze trzy razy od początku.

No i żeby tak nie tkwić w tej szarej nudnej jesiennej atmosferze pojechaliśmy  dziś do naszej zaprzyjaźnionej szkoły tańca. Trafiliśmy na poziom zaawansowany. Pewnie po kilku spotkaniach nadrobilibyśmy zaległości i dogonili innych kursantów, ale zaproponowano nam także grupę, która niebawem kończy pierwszy poziom tańca, zostały im dwa spotkania. Możemy dołączyć do nich, a potem kontynuować razem z nimi na wyższym poziomie. W końcu mieliśmy przerwę w tańcu od maja. Dodatkowo dostaliśmy duużą zniżkę i stwierdziliśmy dobra. Inny termin jest ok, dwa spotkania szybko miną, a potem wyższy poziom kursu. Przypomnimy sobie wszystko i znowu wrócimy do formy. Tak więc w czwartek wieczorem znowu idziemy balować.
 
Już nie mogę się doczekać ^^ Znowu walc angielski, rumba i cza-cza...Świetna rzecz taki taniec. No i można się na takie kursy jakoś ładniej ubrać i założyć pantofelki na wysokim obcasie :)

Suchymi pędzlami malować się nie da chyba, że w wyobraźni - farby

Mamy już w dłoni pędzelek, teraz pora wziąć tubkę z farbą.

FARBY

- farby akwarelowe - pigmenty rozcieńcza się wodą, uzyskuje się głównie jasne, pastelowe barwy; nie ma możliwości poprawek i retuszy podczas malowania; farby niekryjące, przezroczyste; bardzo tanie.


Rzadko używam tych farb, bo maluje się nimi trudniej niż innymi. Są świetne do szybkich szkiców, ilustracji. Są dostępne w tubkach i w kostkach. Ceny zaczynają się od kilku złotych, ale mogą też kosztować kilkadziesiąt. Zależy od firmy. Poniżej najbardziej popularny zestaw farb akwarelowych i jeden z najtańszych.


Źródło:
http://www.sebit.home.pl/aallegro/biuro/farby/akwarele_tit.jpg

- farby temperowe -  polecane farby dla początkujących; schną szybko; można malować na płótnie; łatwo zmyć je wodą; wymagają utrwalenia werniksem.

Źródło:
 http://images.kangoo.pl/88438771/235/large/tempery_one1_100_ml_renesans.jpg

Na początku mojej przygody z malarstwem malowałam właśnie tymi farbami firmy Renesans. Duży wybór kolorów, w internecie można kupić nawet za 5 zł za tubkę 100 ml (w sklepie plastycznym płaciłam ok. 8 zł). Niestety czasem zdarzało się, że konsystencja farby była zbyt gęsta i ciężko się mieszało kolory, dlatego właśnie w białą i czarną farbę zaopatrywałam się w innych firmach. Poniżej opakowania z bardzo płynną temperą w butelce i tubce firmy Color & Co (500 ml; 250 ml; ceny od 10-20 zł).

Źródła:
http://www.gralux.com.pl/images/ARTS/Color&Co/colorco_redimix.jpg
http://www.szal-art.com/images/product_images/original_images/764_0.JPG

- farby akrylowe - odporne na zmywanie wodą; można malować cieniutkimi przezroczystymi warstwami lub kłaść grubo; schną szybciej niż farby temperowe; możliwość stosowania na różnych powierzchniach np. na szkle.

Obecnie maluję właśnie farbami akrylowymi. Są niestety droższe niż farby temperowe, ale można to jakoś przeżyć. Używam farb firmy Maimeri Acrilico, Amsterdam, Chromacryl i Louvre.


Maimeri stosuję tylko czerń i biel, bo mają duże tubki. Kosztują ok. 17 zł (200 ml).


Farby Amsterdam są jednymi z lepszych i polecanych. Maluje się nimi całkiem przyjemnie. Kupuję zazwyczaj tylko podstawowe barwy. Tubka kosztuje ok. 20 zł (120 ml).


Tubek powyższej farby mam całkiem sporo. Jest świetna do mieszania różnych odcieni. Tubki są małe (75 ml) i kosztują poniżej 10 zł.


Farby Louvre to pierwsze akryle jakimi przyszło mi malować. Nie mam zastrzeżeń. Kosztują tyle samo co Amsterdam, ale mają większe tubki (200ml).


Na koniec malutkie tubeczki farb z zestawów. Przydatne do mieszania kolorów i do zapoznania się z farbami akrylowymi.


Prawie ze wszystkimi przedstawionymi w tym poście farbami miałam kiedyś lub mam obecnie do czynienia. Nie przedstawiłam farb olejnych, ponieważ nigdy nie miałam z nimi styczności. Od kilku lat uparcie sobie powtarzam, że w końcu je kupię i wypróbuję. Coś mi to nie wychodzi. Jeśli jednak ktoś byłby zainteresowany farbami olejnymi musi wiedzieć, że są droższe niż akrylowe, dłuugo schną i stosuje się z nimi terpentynę.
Proszę się nie trzymać ściśle farb tych firm, które podałam. Niektóre mogą być lepsze, inne gorsze. Jest mnóstwo różnych marek. Każdy musi znaleźć taką, którą polubi.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Martwy kociołek czarownicy

Kolejna martwa natura w nieco pesymistycznych, ciemnych barwach ^^ Tylko proszę, nie popadajcie w depresję. Niedługo wrzucę coś kolorowego:)


Wspomniany kociołek znajduje się po prawej stronie. Ciekawe czym jest ten biały okrągły element przy butelkach...

Dane techniczne pracy: tempera, format 100x70, rok 2009.

Coś przyjemnego do pooglądania

Dziś dla odmiany troszkę o pewnym znanym malarzu romantycznym :)

Na ostatnich zajęciach z historii sztuki prowadzący zajęcia puścił film o Eugene Delacroix, wybitnym przedstawicielu malarstwa romantycznego. Film ciekawy, jak dla mnie mogłoby być podane jeszcze więcej informacji o jego dziełach. No ale to drobiazg. Strasznie utkwił mi w pamięci jeden z jego obrazów, którym się niesamowicie zachwyciłam. 

Źródło:
http://24.media.tumblr.com/tumblr_malviowOBj1rpvjjio1_1280.jpg

Obraz zatytułowany "Widok morza ze Wzgórz Dieppe" zachwycił wielu kolejnych malarzy i w wyraźny sposób wpłynął na techniki impresjonistów. Malowany szybko i lekko uchwycił ulotne momenty rzeczywistości.
Dane techniczne: rok ok. 1852, olej na tekturze przyklejonej do drewna, Luwr.

Co mnie w nim zachwyciło? Niewątpliwie różni się od pozostałych prac Delacroix. Jest niesamowicie lekki, przyjemny dla oka, wręcz uspokaja. Genialnie przedstawione morze i chmury. Muszę przyznać, że się w nim zakochałam.

PS. Gdy wejdzie się w źródło, można powiększyć obraz i widać na nim pociągnięcia pędzlem ^^